Dekalog pracującej mamy. Czyli 10 rzeczy, których nie możesz robić będąc mamą na etacie!

design-desk-display-313690.jpg

Mama na etacie to chyba najcięższa, najbardziej wymagająca i wielozadaniowa rola pod słońcem. Tak dowodzą badania poparte moim osobistym doświadczeniem;)
Co robić, a w sumie czego nie robić, żeby mimo wszystko jakoś jej podołać?
Poniżej znajdziesz listę 10 żelaznych zasad:)

 

Nie zaniedbuj snu-NIGDY
 

 

Punkt ze wszystkich dziesięciu najważniejszy, a jakże często przez nas wszystkie ignorowany. Oczywiście wiem, jak zbawienny wpływ na nasze zdrowie i samopoczucie ma sen. Ale mimo to przez wiele lat zdecydowanie nie doceniałam jego wartości.

Zarywałam noce, jak już nie przez dzieci to, oglądając seriale, czytając książki i niekiedy nawet pracując czy nadganiając domowe obowiązki. I tak trwałam w stanie wiecznego niedospania, gdy nagle połączyłam pewne fakty i zrozumiałam, że:

  • Mój brak cierpliwości do dzieci i wieczne rozdrażnienie,

  • stres związany z goniącymi za mną obowiązkami domowymi,

  • czy słaba produktywność w pracy.


Jest właśnie ściśle powiązana z tym, ile czasu przeznaczam na sen.

Eureka!

Cóż to było za odkrycie! Niby takie to oczywiste i proste. A zajęło mi to ponad 30 lat, żeby to pojąć.

 

Gdy zaczęłam dbać o sen, nagle z jędzowatej żony i wiecznie poddenerwowanej mamy, stałam się tryskającą pozytywną energią Małgorzatą!

 

Mogłabym posypać tu wieloma badaniami, ale pewnie już nie raz o nich słyszałaś. A Nobel z medycyny dla biologów udowadniających cudowność snu, mówi sam za siebie. (Więcej znajdziesz tutaj.)

Z doświadczenia wiem, że fakty faktami a matka swoje. Więc dopóki nie spróbujesz, nie zrozumiesz. Zatem daj temu szansę i zacznij regularnie chodzić spać min przez tydzień i śpij 7 lub 8 godzin.

Zrób chłodną kalkulację i porównaj swoje samopoczucie sprzed i po. A sama zobaczysz, że sen rozwiązuje wiele mamowych problemów.

Doskonale zdaję sobie sprawę, że Twoje dziecko może jeszcze nie przesypiać nocy. Dlatego tym bardziej powinnaś zadbać o ilość snu. Wiem, że wieczorami jest wiele do zrobienia, a kosz na pranie może wołać o pomstę do nieba. Ale pamiętaj, że nie ma nic ważniejszego od Twojego zdrowia i dobrego samopoczucia. Dlatego jeśli wiesz, że w nocy czekają Cię pobudki, a do pracy wstać trzeba - kładź się spać najwcześniej, jak możesz i wstawaj tak późno jak to tylko możliwe. 


Dziś nie ma opcji, żebyś zastała mnie krzątającą się po domu po godz. 22:30. Najczęściej wtedy leżę już w łóżeczku, z książeczką oddając się powoli w objęcia Mateusza - yyy tzn Morfeusza;)
 

 

Nie pij kawy-ZA DUŻO
 

 

Z przerażeniem patrzysz na ten punkt, bo kawa to jedyne, co trzyma Cię przy życiu?;)
Spokojnie, mnie też. I nie wyobrażam sobie bez niej poranka. Picie kawy to taki mój codzienny rytuał i już często wieczorem myślę, o tym, jak cudownie będzie poczuć jej smak kolejnego dnia.
Kocham umawiać się ze znajomymi na kawę i sączyć ją pracując.

A więc o czym ten punkt?

Wszystko dobre, co w umiarze.

Kiedyś potrafiłam pić, dwie lub nawet trzy mocne kawy dziennie w złudnej nadziei, że pomoże mi ona przetrwać pełen zadań i obowiązków dzień. Byle do wieczora!
 

Gdy o 18 zamykały mi się oczy ze zmęczenia, siedząc z dziećmi na dywanie, natychmiast sięgałam po kawę.

 

Okazuje się jednak, ze kawa spożywana w godzinach popołudniowych może w znacznym stopniu zakłucić nasz sen. (Więcej znajdziesz tutaj.)

 

I tak, też działo się ze mną. Choć bezpośrednio tego nie odczuwałam (bo każdego wieczora i tak zasypiałam w 5 sekund), to popołudniowa kawa sprawiała, że rano wstawałam zmęczona. 


Ale tak samo, jak ze spaniem, minęło dużooo czasu, zanim zrozumiałam pewne zalężności.  Przemęczenie, bóle głowy czy rozdrażnienie były ściśle powiązane z popołudniowymi shotami kofeiny.

Gdy odstawiłam tę nieziemską przyjemność po godzinie 15:00 wszystkie wyżej wymienione dolegliwości po prostu zniknęły. 

Dasz wiarę? 

Doskonale rozumiem, że zmęczona matka potrzebuje czasem dopalacza. Ale już dziś wiem, że to błędne koło. Zaniedbując sen, pijąc hektolitry kawy, wstajesz zmęczona i tak, oto właśnie kręci się cały kołowrotek, w którym prędzej czy później masz wszystkiego dość.

Dlatego dziś, gdy całą sobą, pragnę zanurzyć usta w tym boskim trunku w zakazanym czasie, żywam mojej techniki "Małgorzato ogarnij się" i tutaj dodaję "pomyśl sobie, jak beznadziejnie będziesz się jutro czuła" I działa!

Zdaję sobie sprawę, że pierwszy krok jest najtrudniejszy. Bo gdy w pierwszych dniach odwyku koleżanki w pracy będą sączyć popołudniową kawusię, Ty walcząc z pokusą, będziesz gryzła ścianę. 

Ale po tygodniu czy dwóch zapewniam, że odczujesz niesamowitą zmianę, w tym, jak się czujesz i jakimi pokładami energii nagle dysponujesz.

 

Nie rezygnuj z odpoczynku- nawet jeśli masz jeszcze dużo do zrobienia
 

 

Nasze dni to nierzadko gonitwa od świtu do nocy. Wstajemy, bierzemy wielki rozbieg i tak biegniemy, aż w końcu wieczorem padamy ze zmęczenia. I o tyle, o ile zdarza się to nam raz czasem, jesteśmy w stanie przetrwać te trudniejsze chwile, a później wrócić na dobre tory.

Ale będąc mamą, dodatkowo aktywną zawodowo, która na głowie ma jeszcze dom i całą rodzinną logistykę, ciężko powiedzieć, że taka sytuacja zdarza się sporadycznie. Taki życiowy sprint to często gęsto po prostu nasza codzienność.
 

Dlatego nieustannie trenujemy nasze ciała i umysły, wmawiając im, że taki stan rzeczy jest absolutnie normalny. A dodatkowo jesteśmy mistrzyniami w ignorowaniu wysyłanych do nas sygnałów zmęczenia. Zresztą jak twierdzi Leo Babauta (mój guru od nawyków zen) - zdarza się to wszystkim.

Prawda jest niestety taka, że im dłużej utrzymujemy taki stan, tym bardziej prosimy się o permanentne przemęczenie i idące za nim konsekwencje.

Wypalenie, brak cierpliwości do dzieci, ogólne zrezygnowanie i negatywne nastroje to tylko niektóre z nich.

Dzieje się tak dlatego, że w całym tym codziennym kołowrotku, nie potrafimy znaleźć chwili na odpoczynek, bo przecież zawsze jest coś jeszcze do zrobienia.

I zamiast po pracy usiąść na chwilę i odsapnąć lub uciąć sobie 15-minutową drzemkę, my najczęściej sięgamy po jakiś dopalacz i biegniemy dalej.

Nie trzeba być żadnym specem od produktywności, żeby wiedzieć, że odpoczynek potrzebny jest nam do prawidłowego funkcjonowania. Ale umniejszanie jego znaczenia zdarza się każdej z nas.

I tak samo ja, przez lata wmawiałam sobie, że codzienna bieżączka ważniejsza jest od wyciągnięcia nóg na kanapie, choć przez małą chwilę.

Myliłam się i to bardzo. Moje nastawienie do życia zmieniło się diametralnie, odkąd odpoczynek stawiam ponad zlew pełen naczyń czy szykowanie dwudaniowego obiadu. Czasami nawet przyłożenie głowy do poduszki, gdy bawię się po południu z dziećmi na dywanie, potrafi zdziałać cuda. Zdarza mi się też czasami przysnąć na kilka minut, zanim któreś dziecko nie zacznie po mnie skakać. 

Ale nawet tak drobna chwila resetu daje mi niesamowity zastrzyk energii.

Nie zaskoczę Cię tutaj, pisząc-dopóki nie spróbujesz, nie poczujesz różnicy.
 

 

Nie myśl w pracy o dzieciach, przy dzieciach o pracy
 

 

My, mamy, zawsze zaprzątamy sobie czymś głowę i zawsze znajdziemy sobie jakiś obiekt do rozmyślania, zbędnego analizowania i zamartwiania się. Taka już chyba nasza natura, a nasze głowy stworzone są, aby ciągle coś procesować.

Doskonale znam to uczucie, gdy przewijają mi się setki myśli, odciągając mnie od tego, na czym właśnie teraz powinnam się skupić. Otwieram komputer, żeby zabrać się do pracy, a już czuję tę dobijającą się do mnie myśl w stylu "a czy na pewno dobrze ubrałam dziś dzieci, czy dałam im wszystkie witaminy, ojej a co jeśli będą za mną tęsknić…"itd. itd.


Albo w drugą stronę, siadam z dziećmi do zabawy, żeby spędzić z nimi trochę czasu i nagle "a czy na pewno wysłałam tego maila, a może powinnam do artykułu dopisać jeszcze to i tamto; co zrobić, żeby zdążyć z projektem na czas…" itd.
 

Tym sposobem nigdy nie mogłam skupić się na tym, co aktualnie miałam do zrobienia. Czyli zarówno produktywność w pracy, jak i moja uwaga w stosunku do dzieci pozostawiała wiele do życzenia.

 

SKUP SIĘ, łatwo powiedzieć, trudniej zrobić.

Ale prawda jest taka, że odbiegając myślami, tam, gdzie nas aktualnie nie ma, lub myśleć o sprawach, na które w danym momencie nie mamy chwilowo wpływu, jest po prostu zbędne.

Więc, zamiast w pracy odpływać myślami do dzieci, a później gryźć się, że mogłaś dać z siebie więcej i na odwrót. Po prostu daj z siebie wszystko w miejscu, w którym aktualnie jesteś. I kropka.
 

 

Nie zaprzątaj sobie głowy- PLANUJ
 

 

Dokończyć prezentację, posprzątać łazienkę, zabrać strój do przedszkola, kupić marchewkę i nie zapomnieć o spotkaniu ze swoim szefem w środę…

Aaaaaaa!!!!!!!

Znasz ten kołowrotek wciąż dręczących Cię myśli?
Zapewniam Cię, że nie dadzą Ci spokoju, dopóki nie wyrzucisz ich z głowy i nie rozplanujesz.

I tu polecam książkę - Getting things done.
 

Kiedy po urodzeniu pierwszego dziecka wróciłam do pracy, głowa pękałam mi od nadmiaru wszystkiego.

 

Do przemęczonej, po nieprzespanych jeszcze wtedy nocach, mózgownicy kładłam sobie szereg zadań i drobnych obowiązków. Mieliłam je w głowie, dopóki ich nie wykonałam. Zżerało to olbrzymie pokłady mojej energii i ciągle sądziłam, że nic mi z listy nie ubywa.

Byłam bliska szaleństwa - dlatego zaczęłam planować.

Nie tylko pracę zawodową, ale też wszystko, co miałam do zrobienia w domu. Próbowałam wielu sposobów, wiele z nich zawodziło, ale znalazłam ten jeden jedyny odpowiedni dla mnie. Pobierzesz go poniżej:)

Planer PHOTO FINAL.jpg



Odkąd wyrzucam z głowy wszystko, co mi po niej chodzi, a później rozplanowuję tydzień według hierarchii zadań, przestałam się stresować i zamartwiać, czy przypadkiem o czymś nie zapomniałam.

Dzieci, praca, dom to jakby mieć trzy pełne etaty. I choć często moje kredowe tablice i kalendarze z rozpisanymi zadaniami padają ofiarą żartów wśród znajomych i rodziny, to nigdy bym z nich nie zrezygnowała. Spokój umysłu i komfort, który mi dają, są nie do przecenienia, dlatego zawsze, bronię ich jak lwica;)

I jak mówi Pani Swojego Czasu "...dzięki planowaniu, świat staje się lepiej zorganizowany, mniej chaotyczny, więcej w nim harmonii, czyli jest po prostu piękniejszy".
 

 

Nie bierz na siebie za dużo - odpuszczaj
 

 

Dzieci, praca, dom czujesz, że to za mało? Może zostań członkiem komitetu rodzicielskiego w przedszkolu, weź na siebie dodatkowy projekt zawodowy, a w międzyczasie zorganizuj duże przyjecie urodzinowe dla swojego dziecka?

I’ve been there I’ve done that - czyli byłam tam i robiłam to samo;) Dzizas, ileż ja potrafiłam wziąć sobie na głowę. A poźniej co?


Padałam na twarz, poziom energii spadał poniżej niebezpiecznego już wskaźnika, a ja chodziłam najeżona i niezadowolona, bo ze wszystkiego musiałam się przecież jakoś wywiązać. Na szczęście bycie super bohaterem jest już dawno poza obszarem moich zainteresowań.
 

To samo dotyczy porządku w domu czy gotowania super obiadków. Tak długo, jak nie muszę, nie sprzątam, tak długo, jak nie trzeba, to nie gotuję.

 

Wiem straszna ze mnie pani domu, a jeszcze gorsza matka. Ale biorę to na klatę.

Bo odkąd wyrobiłam w sobie nawyk odpuszczania, wszyscy na tym korzystamy.

Ja, bo się nie stresuję, a dzieci i mąż, bo mój stres, nie odbija się na nich rykoszetem.

Każdy człowiek potrzebuję czuć się użyteczny, jak twierdzą autorzy książki “Odwaga bycia nielubianym”. Bierzemy na siebie co raz to więcej zobowiązań, bo chcemy czuć się potrzebne i docenione. I tak długo, jak my same na tym nie cierpimy, wszystko jest w porządku. Natomiast jeśli ogrom obowiązków nas przygniata, a my dorzucamy sobie kolejne zadania, to coś już tu nie gra.

Najlepsza jest zawsze chłodna kalkulacja, tego ile jeszcze jesteśmy w stanie udźwignąć. I to nie tyle, żebyśmy uginały się pod ciężarem, ale tyle, żebyśmy czuły się w tym wszystkim swobodnie.
 

 

Nie szukaj dziury w całym. Ciesz się tym, co masz
 

 

Zanim się rozpędzę i wpadnę w wir dnia codziennego, uwielbiam przy porannej jodze z Boho Beautiful słyszeć słowa „ you are exactly where you need to be right now” w tłumaczeniu: „ jesteś dokładnie tu, gdzie być powinnaś".

Często zdarza nam się myśleć w kategoriach: „, a gdyby było inaczej, a jak dzieci dorosną, to będzie łatwiej, albo jak dostanę awans, to może życie będzie lepsze".

W takich momentach oddalamy się o tego, co jest naszym życiem tu i teraz.

Przyszłość przyjdzie, a dziś już nie wróci.

Wiem, że może trochę za bardzo zawiało filozoficznymi mądrościami, ale chyba nie zaprzeczysz?

Często jeszcze do tej pory, łapię się na myśleniu “, a gdyby coś tam…" 

A już szczególnie w ostatnich miesiącach, kiedy to moje dzieci nieustannie na zmianę są przeziębione. I, jako że mój dom, to moje biuro, to opieka nad nimi spada głównie na mnie. A praca jak to praca w takich momentach schodzi na drugi plan.

 

I gdy tak kolejny tydzień siedzę z nimi w domu, włącza mi się myślenie, a gdyby były już starsze i mniej chorowały…

 

Ale prawda jest taka, że zamiast być wdzięczna za to, że mogę pozwolić sobie na bycie z nimi podczas choroby, ja szukam dziury w całym. Bo przecież właśnie ze względu na nawracające przeziębienia zdecydowałam się na etat “ ile mogę, tyle zrobię”. Rozumiesz o czym mówię?

Jeśli dręczą Cię myśli, że powinnaś być w biurze, a znowu jesteś na chorobowym, albo że chwilowo wypadłaś z obiegu, lub nie możesz poświęcić się pracy, tak jak byś chciała, odgoń je i pomyśl sobie, że jesteś dokładnie tu, gdzie być powinnaś.

To jest teraz Twoje życie i nim powinnaś się cieszyć.

Może nie będziesz pracownikiem roku, nie zrealizujesz wszystkich planowanych projektów, albo szef nie omieszka uraczyć Cię krzywym spojrzeniem.


Ale musisz wiedzieć, że taka jest Twoja obecna sytuacja i tego nie zmienisz.

Im szybciej odnajdziesz się w miejscu, w którym obecnie jesteś, tym pewniej będziesz kroczyć na przód. A bijąca od Ciebie świadomość, przełoży się na ogólny szacunek i ogólną akceptację obecnej sytuacji.
 

 

Nie zaniedbuj przyjaźni, ŻEBY NIE WIEM CO!
 

 

Tak szczerze, przyznaj, kiedy ostatnio wyszłaś z koleżankami na lunch lub z przyjaciółką do kina? Tak dawno, że ciężko Ci sięgnąć pamięcią?

Przypomnij sobie, jak to było, gdy nie miałaś jeszcze dzieci. Bez względu na to, czy otaczałaś się dużym gronem znajomych, czy miałaś tylko jedną przyjaciółkę od serca, z którą spędzałaś większość czasu, wyjścia, wspólne wypady czy po prostu telefoniczne pogaduch były dla Ciebie zapewne sprawą zupełnie naturalną. A jak jest teraz?


Obecnie spotkania ze znajomymi mam wpisane na listę moich zadań. Dodatkowo nad moim łóżkiem wisi mapa celów z wyraźnie wyznaczoną sekcją „czasu dla znajomych”.


Skąd takie dziwactwo?


Otóż gdy zostałam mamą, w natłoku codziennych zadań, najłatwiej było mi zrezygnować z czasu dla znajomych i przyjaciół. Bo przecież zawsze znalazło się coś, co nie pozwalało mi wyjść z domu czy wykonać choćby szybkiego telefonu. Aż w końcu doszło do tego, że czułam się niesamowicie samotna, a każda kolejna rezygnacja z kontaktów z przyjaciółmi sprawiała, że jeszcze bardziej się w tym wszystkim zagrzebywałam.

Macierzyństwo jak wiesz, łatwą sprawą nie jest. A gdy do tego wrócisz jeszcze do pracy, ogrom codziennych obowiązków p"rzygniata, a czasu na kontakty społeczne jest tyle, co kot napłakał.

Niemniej jednak my kobiety, jak twierdzi autorka książki "10 zwyczajów szczęśliwych matek:

"...jesteśmy zwierzętami stadnymi. Potrzebujemy innych kobiet, a one potrzebują nas. Taka już nasza natura." 

Mężowie i dzieci nie mogą być całym naszym światem, bo zwyczajnie nie zrozumieją nas tak dobrze, jak zrozumie i wesprze nas druga kobieta.

Dlatego nie możemy odkładać tego typu znajomości na później w nadziei, że kiedyś nadrobimy. Bo właśnie teraz, gdy dzieci są małe, a my zarobione, odskoczni i zrozumienia potrzebujemy najbardziej.

Dlatego właśnie w jednym z głównych celów na ten rok znalazły się u mnie kontakty z moimi „girls friends”.

Dodatkowo kalendarz co tydzień przypomina mi o czwartkowym skypie z moją przyjaciółką (mieszkającą w Niemchech - dlatego to nasza jedyna forma stałego kontaktu), wyjściu na przynajmniej jedną/ dwie kolacje ze znajomymi i obowiązkowo jednym lunchu w miesiącu z moją mamą.

Choć czasem trudno mi się zebrać a w głowie tworzy mi się milion wymówek, to po każdym takim spotkaniu wracam uskrzydlona, pełna pozytywnej energii i gotowa na wyzwania każdego dnia stawiane pracującej mamie.
 

 

Nie konkuruj z innymi mamami
 

 

A teraz rzucę dość kontrowersyjne stwierdzenie wyczytane również w książce Meg Meeker o nawykach szczęśliwych matek „… każda z nas, konkuruje z inną matką w taki czy inny sposób”.

Zaskoczona?

Tobie się wydaje, że tego nie robisz?

 


Mnie też się tak wydawało, dopóki nie zrobiłam porządnego rachunku sumienia. Z podsumowania wyszło, że nie dość, że się porównywałam to i też krytykowałam zachowanie innych często nawet bliskich mi mam.

 


Jeśli teraz to czytacie „moje drogie - bliskie mi mamy”, zanim rzucicie wobec mnie jakieś oskarżenia, zadajcie sobie pytanie, czy z Waszych ust nie padło nigdy żadne negatywne stwierdzenie w stosunku do mnie;).

Krytyką czy zazdrością nie ranimy często siebie nawzajem, a raczej krzywdę robimy same sobie.

Bo każde wzrastające w nas negatywne odczucie ma olbrzymi wpływ na nasze samopoczucie, zdrowie, produktywność, ale także na konkretną relację.

Konkurujemy, bo żyjemy w świecie, który nas do tego popycha - mówi Meg.

Internet, tabloidy, telewizja to jedno. Ale ja osobiście uważam, że każda z nas chce po prostu jak najlepiej dla siebie i swojej rodziny. A niepewność czy postępujemy dobrze, potęguje w nas poczucie współzawodnictwa.

Pamiętam, jak po raz pierwszy podjęłam decyzję o powrocie do pracy. Z jednej strony tego potrzebowałam, z drugiej wątpiłam, czy to, aby na pewno dobra decyzja.

Bolał mnie widok mam wychodzących rano z dziećmi na spacery, gdy ja pędziłam do biura. Nic bardziej nie koiło mojej zranionej duszy, jak nazwanie jej „leniwą kurą domową”.

Nie sprawiałam jej tym przykrości, bo wypowiadane przeze mnie słowa, zostawały w mojej głowie. Ale rosnące uczucie zazdrości wpływało na to, jak ja czułam się przez resztę dnia.

Gdy nauczyłam się rozpoznawać współzawodnictwo i szybko na nie reagować moje życie stało się pełniejsze, a ja pewniejsza i bardziej świadoma podejmowanych przeze mnie decyzji.
 

 

Nie rezygnuj z siebie, znajdź czas na to, co dodaje Ci skrzydeł
 

 

Nieważne co robisz, czy cały dzień uganiasz się za swoimi dziećmi, próbujesz uporać się z zawodowymi projektami czy zajmujesz się domem, cały czas tylko dajesz.

A czy aby wystarczająco dbasz o uzupełnianie swoich baterii, jak i ich rozładowanie?

Nie oszukujmy się pracująca mama to jedna z najtrudniejszych ról pod słońcem. Obciążona jest nie tylko ogromem obowiązków, ale także 100% emocjonalnym zaangażowaniem.

I gdy tak ciągle angażujemy się całymi sobą w życie rodzinne, domowe i zawodowe, poziom naszej energii narażony jest na drastyczne spadki.

Odpoczynek, dobry sen i rozsądne picie kawy to jedno. Ale przecież od życia też Ci się coś należy.

Cotygodniowe pytanie „ A co Ty dziś zrobiłaś dla siebie” w grupie Dla Siebie Samej ciągle mi o tym przypomina. A Natalia (założycielka) zapewne rzuciłaby tu dodatkowo hasło: „Kurcze, przecież nie jesteśmy robotami”. 

No właśnie nie jesteśmy, ale nawet one czasem ładują baterie. Dlaczego więc tak często nam mamom, wydaje się to zbędne?


Książka, spacer, joga, taniec, wyjazd z przyjaciółką do spa-co sprawia, że czujesz się uskrzydlona?

Wiem, mnie też brakuje na wszystko czasu. 

Ale mam go wystarczająco dużo na to, co jest dla mnie ważne. I to nie dlatego, ze wiodę luksusowe życie, a wszyscy robia wszystko za mnie. Ale dlatego, że każdego dnia dokonuje wyborów, co jest dla mnie ważniejsze.

  • Przeglądanie facebooka czy przeczytanie wartościowego artykułu?

  • Sprzątanie czy wieczorna joga?

  • Gotowanie wypaśionego obiadu czy czas z mężem?

Czas dla mnie samej, ustawiony jest bardzo wysoko w hierarchii moich potrzeb. Możesz pomyśleć, że to przez egoizm, ale nie zrobi to nam mnie wrażenia. Wręcz skłonna byłabym odpowiedzieć, że większym egoizmem kierują się mamy nierobiące nic dla siebie. Bo gdy dbasz o poziom swojej energii, nadal możesz dawać, a przecież z pustego to nawet Salomon nie naleje, czyż nie?

 


Uff, ależ się rozpisałam

 

Mam nadzieję, że dotrwałaś do końca.

Pamiętaj, nie staraj sie wszystkich zmian wprowadzac na raz. Budowanie nowych nawykow nie jest łatwe, tym bardziej, jeżeli mają zastąpić, coś do czego jesteśmy tak bardzo przyzwyczajone i co czasem, tak bardzo kochamy jak np. kawaaaa :)

Jeśli chcesz zacząć stosować się do powyższych, weź najpierw jedno przykazanie na tapetę, poświęć temu trochę czasu i dopiero za jakiś czas, przejdz do kolejnego.

Niezależnie od tego, czy uda Ci sie z pierwszym czy nie.

Życzylabym sobie i przede wszystkim Tobie, żeby powyższy dekalog towarzyszył nam na codzień.

Ale może sie okazać, ze ktoraś z moich rad bedzie u Ciebie niemożliwa do wprowadzenia, albo po prostu, nie bedziesz miała na nią ochoty. To wcale nie oznacza, że powinnaż porzucić wszystkie inne.

Daj im szanse! Zaslugujesz na to!

Ściskam,
Gosia

Planer PHOTO FINAL.jpg