5 sposobów na małżeńską współpracę. Czyli jak przestać się na niego złościć i zacząć dogadywać.

angry-argue-argument-343.jpg

Kiedyś były motylki i wielka miłość, a dziś każde jego zachowanie Cię wkurza?

Nie sprząta po sobie łazienki. Nie wynosi śmieci, kiedy go o to prosisz. Nie kupuje ci kwiatów i nie przytula, kiedy najbardziej tego potrzebujesz. I mogłabym tak jeszcze długo wymieniać, a każda z Was z chęcią dodałaby coś od siebie.

Lata mijają, motylki już coraz słabiej machają skrzydełkami, a Wam zostają dzieci i zwykła codzienność. A ta nie dość, że znęca się nad tymi pięknymi biednymi latającymi zwierzątkami, to jeszcze często zaburza normalne i zgodne funkcjonowanie.

O przymierających motylach więcej już wkrótce, a dziś chciałam się skupić (zresztą na Wasze życzenie;)) na tym, jak, zamiast się ciągle spierać, zacząć ze sobą współpracować. Bez sprzeczek, wypominań i innych wyrzutów. A to, jakby nie było i tak jest wyjściową do wskrzeszenia tego, co było kiedyś;)


Wierzyć się nie chce, ale jestem już prawie 10 lat po ślubie. Może to dla jednych mało, a dla niektórych dużo. Dla mnie to całkiem niezły staż, zakładając, że według amerykańskich naukowców powinniśmy mieć już przynajmniej za sobą dwa albo trzy kryzysy małżeńskie, a u nas całkowita posucha.

Może wszystko przed nami kto wie;) Ale to, co sobie z Matim (to na niego spadła strzała Kupidyna) do tej pory wypracowaliśmy, sprawdza się całkiem nieźle. I z mojego punktu widzenia, sądzę, że utrzymując ten stan, jesteśmy w stanie pociągnąć tak do spokojnego starości.

Oczywiście nie oznacza to, że nasz związek jest idealny a my całkowicie bezkonfliktowi. Nic bardziej mylnego. Bo każde z nas swój charakterek, gorsze dni w pracy czy okresy ma:P Poza tym nadal mamy kilka obszarów, w których jeszcze nie doszliśmy do całkowitego porozumienia. A jednym z nich są np. dzieci:P

Więc, żebyś nie miała mylnego wyobrażenia-jesteśmy zupełnie normalni. Wrzeszczymy na siebie, trzaskamy drzwiami i wychodzimy z domu, żeby się trochę przewietrzyć. Ale to, co nas ratuje przed błędnym kołem nieporozumień to 5 poniższych sposobów na współpracę.

Ale pamiętaj mam dopiero 34 lata, 10 lat stażu, dwójkę niewykluczone, że młodszych od Twoich dzieci i co ja mogę wiedzieć o życiu. Innymi słowy, ekspertem nie jestem i to, co sprawdza się u mnie, niekoniecznie musi sprawdzić się też u Ciebie. Przeczytaj i sama oceń. Piszę tu o swoich wypracowanych sposobach, które sprawdzają się u mnie i u wielu już innych mam. A czy Ty z tego skorzystasz, pozostawiam Tobie.


ROZMOWA


Jak dla mnie żaden związek dwojga ludzi nie ma prawa istnieć bez szczerej i otwartej rozmowy. Rozmowa jest dla związku jest tak niezbędna, jak deszcz dla spragnionych wody roślin. Nie rozmawiając, nie podlewamy i nie dbamy o to, co się między nami dzieje.

I nie mam tu na myśli codziennej wymiany informacji w stylu: o której obudziły się dzieci, ile zjadły i czy kupiłeś mleko. Mówię tu o szczerych i głębokich konwersacjach, podczas których poznajemy siebie jeszcze bliżej. Niestety przy dzieciach spadają one często na ostatni plan. Bo przecież ciągle brakuje nam czasu i zawsze jest coś jeszcze do zrobienia.

Wiem, że czasem w życiu są momenty, w których musimy być w pełnej gotowości i stery naszego życia przejmuje czysta zadaniowość. Ale podtrzymując taki stan rzeczy bez przerwy, pozbawiamy się największego narzędzia do porozumienia, jakim jest rozmowa.

A czy przypadkiem rośliny, które nie dostają wody, więdną? Dokładnie to samo dzieje się w naszych związkach, które pozbawiamy czasu na rozmowy.

Jeśli zadajesz sobie właśnie pytanie - “Ale jak ten czas znaleźć? “, pobierz poniższy Planer Mamy, przeczytaj instrukcję i z nowym, świeżym podejściem spróbuj już dziś zaplanować wasze rozmowy.

Dlatego, jak dla mnie, czas na rozmowę między partnerami powinien być jedną z obietnic małżeńskiej przysięgi. I będę z Tobą rozmawiała aż do śmierci…


O wszystkim o tym, co CIĘ boli, co CI przeszkadza, co sprawia, że jesteś szczęśliwy.

O tym, co MNIE boli, MI przeszkadza i co sprawia, że JESTEM szczęśliwa.

O tym, co chciałabym, żebyś robił w domu, czego nie robił i czego absolutnie nie dotykał!!!

Itd. O wszystkim. Bo nie zapoznając partnera z tym, co siedzi nam w głowie-pozostawiamy bardzoooo dużą przestrzeń do domysłów, błędnych interpretacji i własnego postrzegania sprawy. A ta droga, prowadzi tylko i wyłącznie do konfliktu. A wzór jest na to taki:


OCZEKIWANIA + BRAK ROZMOWY = AWANTURA!!!

A gdyby tak:

OCZEKIWANIA + SZCZERA ROZMOWA = WSPÓŁPRACA?

I tutaj zakładam, że niejednej z Was pojawi się w głowie myśl - “No tak, ale przecież tyle razy mu mówiłam, żeby nie zostawiał skarpetek w łazience!!! Ale jak grochem o ścianę!”

Pytanie tylko, na ile to wykrzyczałaś i wyzwałaś go od największych bałaganiarzy, a na ile przedstawiłaś mu to jako, coś, na czym bardzo by Ci zależało i co poprawiłoby Twoje samopoczucie?

No właśnie. Nikt nie lubi być atakowany. I podstawową zasadą w tego typu konwersacji jest nie obwinianie, a przedstawienie własnego punktu widzenia i własnych odczuć, co do sytuacji.

Czyli zamiast:

Nigdy nie wynosisz skarpetek, robisz wszędzie bałagan, itd,itd”

mówimy:

“Bardzo źle działają na mnie Twoje skarpetki na podłodze. Gdy je widzę, czuję, że nie doceniasz mojej pracy i jest mi z tego powodu przykro. Podnoszę je raz, drugi trzeci, ale gdy mam gorszy humor po prostu nie wytrzymuję, a smutek przeradza się w złość. Dlatego, żeby uniknąć takich sytuacji, czy mógłbyś to dla mnie zrobić i spróbować wynosić po sobie te skarpetki?”


Innymi słowy, zamiast ATAKOWAĆ, mówimy, jak my CZUJEMY się w danej sytuacji. Niby niewielka zmiana, ale serio potrafi zdziałać cuda. Zresztą wypróbuj sama, zamiast obwiniać i rzucać obelgami, powiedz mu, jak się z tym wszystkim czujesz. A co najważniejsze, nie w chwili, gdy masz ochotę go zagryźć, ale wtedy, gdy jesteś spokojna i skora do zawarcia porozumienia;)

I takie podejście sprawdza się nie tylko przy skarpetkach i innych obowiązkach domowych, ale w każdej innej sytuacji, gdy Ty masz jakieś oczekiwania, a on totalnie się z nimi mija.

Pamiętaj, ludzie nie czytają sobie w myślach, a w szczególności faceci kobietom. Więc, żeby uzyskać jakiś efekt i satysfakcjonujące Cię rozwiązanie, na głos wypowiedz to, na czym Ci zależy. Spokojnie i bez nerwów.

Stosując zrównoważony i przemyślany przekaz podlewamy nasz związek taką ilością wody, jaka jest mu potrzebna. Krzycząc i złoszcząc się, zalewamy go całym wiadrem. Nie mówiąc nic-wysuszamy. Sama zdecyduj, co lepsze;)

ZROZUMIENIE

Idzie zaraz po rozmowie. Każda z nas inaczej postrzega rzeczywistość, każda z nas była inaczej wychowana i każda z nas ma inną osobowość, priorytety itd itd. W skrócie po prostu jesteśmy wszystkie zupełnie inne.

I gdyby nas tak wszystkie razem zebrać, pewnie stworzyłaby się nam niezła grupa dziwolągów, bo przecież każda z nas zachowuje się, reaguje i wypowiada inaczej. Ale to, co uratowałoby nas przez rozpętaniem totalnego konfliktu to zrozumienie i przyzwolenie na to, że ktoś jest po prostu od nas inny.

Bo to, co nam wydaje się oczywiste, dla kogoś innego może być totalnym dziwactwem, czyż nie? I gdyby każda z nas próbowała na siłę przepchnąć swoje racje, mało która z takiego spotkania wyszłaby bez szwanku;)

I to samo dzieje się w związku. Jesteście zupełnie inni. To, że stworzyliście parę, nie oznacza, że zawsze się dogadujecie, czytacie sobie w myślach i rozumiecie swoje zachowania i ich genezę.

Natomiast mam wrażenie, że w bliskich relacjach damsko-męskich, mamy stanowczo mniejsze przyzwolenie na “inność”.

Bo im ktoś jest bliżej nas, tym bardziej za nią obrywa;) Koleżance z pracy z łatwością wybaczymy, że nie opuszcza deski w toalecie, mężowi już niekoniecznie.

Często w bliskich relacjach patrzymy na daną sytuację tylko i wyłącznie przez pryzmat własnych oczekiwań. Poddajemy zachowanie naszego partnera bardzo surowej ocenie, posuwając się często do posądzenia go o złe intencje. Bo przecież według nas robiąc, tak, a nie inaczej, takimi się właśnie kieruje.

Problem w tym, że nasza interpretacja nie raz może minąć się z prawdą lub nawet być zupełnie sprzeczna z tym, co chciał pokazać/przekazać nam partner.

Dla zobrazowania przytoczę Ci pewną sytuacją z początków mojego związku, w której to mój wtedy jeszcze chłopak przywiózł mi z podróży służbowej marcepanowe cukierki.

Marcepanu nie znoszę tak bardzo, jak przedłużającej się marcowej zimy. Podziękowałam i wywiozłam je czym prędzej do rodzinnego domu, gdzie również nie spotkały się z sympatią, a mama schowała je jeszcze głębiej.

Zapytana, czy mi smakowały, zapewniłam Matiego, że tak oczywiście, nie chcąc mu robić przykrości.

I zgadnij, co dostałam ja i moi rodzice od niego z kolejnej podróży służbowej?

Marcepanowe cukierki!!!

Gdy wręczał je nam przy rodzinnym obiedzie, wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem, bo ostatnią rzeczą, jaką mieliśmy ochotę zjeść na deser, były właśnie one.

Mati z początku poczuł się nieco urażony, bo oczywiście chciał dobrze. Ja też nie chciałam sprawiać mu przykrości, nie przyznając się do tego, że marcepanu nie znoszę i zakładając, że przecież nie ma szans, że dwa razy dostanę te same cukierki.

I z tego wszystkiego mogłaby wyjście nie lada awantura, bo przecież go okłamałam. I w sumie to mieliśmy na ten temat poważną rozmowę. Ale dopóki jedna strona nie zrozumiała intencji drugiej i tego, co w takich przypadkach było dla każdego z nas ważniejsze, nie było mowy o porozumieniu. Mati mógł przecież z góry założyć, że do najszczerszych osób to ja nie należę;)

Głupota, mikro sytuacja, choć do dziś ją wspominamy. Przytoczyłam ją, żeby pokazać, że intencje drugiej osoby nie zawsze są odzwierciedlone w zachowaniu, którego my w danym momencie oczekujemy. Skoro mi te cukierki nie smakowały, to dlaczego mu o tym nie powiedziałam?

No nie powiedziałam, bo nie chciałam, żeby poczuł, że jego starania są niedocenione. I pewnie wyniosłam takie zachowanie z domu zaszyfrowane pod jakimś innym hasłem.

I tak jak już wspomniałam, wszyscy jesteśmy inni. I nasze zachowania i reakcje w różnych sytuacjach są też inne. I na to zawsze trzeba brać poprawkę. Nawet u męża, któremu nawet po 10 latach tak ciężko przychodzi wyrzucanie śmieci.

Inny przykład. Na moich sesjach 1:1 pracowałam z mamą, której mąż ciągle narzekał, że ta nie okazuje mu uczuć. Ona była tym totalnie zszokowana, bo przecież tyle dla niego robi. Problem polegał na tym, że mąż oczekiwał od niej więcej ciepłych słów. Ona natomiast swoją miłość wyrażała w czynach takich jak przygotowanie mu śniadania, dbania o garderobę czy inne. Tych dwoje mówiło i nadal mówi zupełnie innymi językami. Ale to nie znaczy, że się nie kochają. Jedyne czego potrzebowali to ZROZUMIENIA, dlaczego nie dostają tego, czego by oczekiwali. On ekstrawertyk, ona introwertyczka. Oni po prostu mają inny sposób na komunikację.

I gdy zaczynamy rozumieć te wszystkie różnice między nami, z bardziej otwartym umysłem podchodzimy do każdej konfliktowej sytuacji. Bo zamiast mieć pretensje, że ktoś nam czegoś nie daje, zastanówmy się, dlaczego tak się może dziać i czy te działania są zawsze wymierzone w nas i przeciwko nam.

To samo tyczy się grubszych tematów jak sposób wyrażania uczuć, jak i bardziej błahych jak wyrzucanie śmieci, sprzątanie skarpetek i angażowania się w obowiązki domowe.

Co do prac domowych to, jedni panowie robią to bez żadnych oporów, bo mogą to lubić lub mogli być tego po prostu nauczeni. Drudzy mają dwie lewe ręce, sami nie pomyślą, albo jak już robią, to potrzebują mega szczegółowej instrukcji, który guzik w pralce ją uruchamia.

I znowu, może nikt od nich tego nie wymagał, może wyszli z domu, gdzie to mama wszystko robiła i może nawet by bardzo chcieli, ale czują się zażenowani, że im tego typu rzeczy nie wychodzą. Wytłumaczeń może być cała masa. I wiem, że my kobiety ich nie znosimy. Dlatego te tematy są największym obszarem do sporów.

Ale gdy otworzymy szerzej oczy i spróbujemy ZROZUMIEĆ, dlaczego jest tak, a nie inaczej, a później podejmiemy próbę ROZMOWY, zamiast się awanturować, to jest szansa, że dojdziemy do konsensusu;) Więcej o obowiązkach domowych i facetach pisałam TUTAJ.

I działa to również w drugą stronę. My staramy się zrozumieć, ale też prosimy partnera o to zrozumienie. Często trzeba dużymi literami, w zwolnionym tempie i bardzo konkretnie, ale przecież każda próba przybliża nas do jakiegoś porozumienia.

Jestem inna od Ciebie, Ty inny ode mnie, spróbujmy to zrozumieć i znaleźć jakieś rozwiązanie.

ZNALEZIENIE ZŁOTEGO ŚRODKA

Gdy przejdziemy przez etap rozmowy i zrozumienia okaże się, że rozwiązanie nie jest wcale tak skomplikowane i tak odległe jak mogłoby się z początku wydawać. Bo to właśnie rozmowa i zrozumienie rozjaśniają nam umysł i pozwalają wyjść poza obszar własnego JA i wczuć się w uczucia i postrzegania drugiej osoby.

Gdy nie rozmawiamy, nie staramy się zrozumieć, a to zamyka nas w naszym wąskim myśleniu, że tylko my mamy rację. A przecież racji jest tyle ile ludzi na świecie, każdy ma swoją i trzeba ją umieć zaakceptować.

I dotyczy to tych większych spraw, jak sposób, w jaki okazujemy uczucia i tych bardziej błahych jak organizacja domowych obowiązków.


I na przykład ja jestem typowym przykładem osoby, która okazuje miłość przez czyny. I tak przy 30. urodzinach mojego męża postanowiłam zrobić mu imprezę niespodziankę w hollywoodzkim stylu. Gdzie każdy z gości miał przebrać się za filmową postać. Władowałam w tę imprezę mnóstwo czasu, energii i pieniędzy. Byłam nią tak podekscytowana, że zupełnie nie przyszło mi do głowy, że to może nie być coś, czego mój mąż chce, bądź oczekuje. Gdy wchodził na czerwony dywan w przebraniu Obi Wan Kenobi i widziałam zawód na jego twarzy, wiedziałam, że przestrzeliłam. Bo on miał po zdecydowanie większą ochotę na wyjście na miasto z przyjaciółmi niż odgrywanie gwiazdy w świetle fleszy.

Oczywiście było mi z początku cholernie smutno, że nie zobaczyłam entuzjazmu na jego twarzy. Ale to, że nie sprawiałam mu takiej przyjemności, jaką sobie wyobrażałam, nie wynikało ani z moich, ani z jego złych intencji. A w sumie to ja nie pochyliłam się wystarczająco nad zbadaniem jego potrzeb.

Dziś po wielu szczerych rozmowach, wypowiadania oczekiwań dużymi literami i próbach zrozumienia tego, czego każde z nas oczekuje, zdecydowanie łatwiej jest nam organizować sobie urodziny;)

Na przykład po trzech latach mówienia o tym, że zamiast prezentów wolałabym gdzieś wyjeżdżać na swoje święto, czwartego roku w końcu zostałam przetransportowana do Sopotu;) Aż strach pomyśleć po ilu latach wyjechałabym gdzieś, nic o tym nigdy nie wspominając:)

I znowu to samo dzieje się w codziennej organizacji. Tak długo, jak nie porozmawiamy i nie zrozumiemy, tak długo rozwiązanie jest poza naszym zasięgiem. Najczęstsze konflikty między nami pojawiają się, gdy jesteśmy niedoinformowani o planach drugiej osoby. Z reguły rozchodzi się tu o poranną logistykę, gdy np. ja muszę od rana popracować i liczę na to, że to Mati odwiezie dzieci do szkoły. A wtedy on wyjeżdża mi z ważnym spotkaniem w firmie.

I nie ukrywam, bo tu prawie zawsze pojawia się mikro spięcie. Ale doszliśmy już do wprawy, gdzie każdy z nas się szybko reflektuje i przechodzimy do szukania rozwiązania.

Czyli zaczynamy rozmowę: “Tak realnie, jak ważne jest dla Ciebie poranne spotkanie a dla Ciebie poranny czas na pracę?

Wykładamy argumenty, analizujemy i szukamy alternatyw i dochodzimy do porozumienia.

Kiedyś oczywiście kończyło się to zupełnie inaczej. “Coś w stylu: no tak, bo Twoja praca jest zawsze ważniejsza, nie szanujesz tego, co robię, zawsze zwalasz wszystko na mnie” itd. itd. Resztę możesz dopowiedzieć sobie sama:P

Podsumowując:

Rozmowa + Zrozumienie = Rozwiązanie

Rozwiązanie nigdy nie przyjdzie samo, musicie je sobie po prostu wypracować. Bo każdy problem ma rozwiązanie. Jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu;)



PRZYMYKANIE OCZU NA BŁĘDY

Człowiek uczy się całe życie. I tak i my w parach uczymy się siebie nawzajem każdego dnia. Im dalej w las, tym w tym przypadku widniej.

Związek dwojga ludzi to nieustanna praca. Najpierw są motylki, niezapomniane chwile, a później przychodzi codzienność i niekiedy ciężka praca. Wychodzą nasze niedociągnięcia, zady i walety i inne ułomności.

Wyobraź sobie, że wasz związek to kamień. Gdy się spotykacie, zachwycacie się sobą i akceptujecie takimi, jakimi jesteście z natury. Ale po czasie, zaczynacie zauważać, że kamień, który tworzycie, jednak nie błyszczy się tak, jak gdy wyjmowaliście go z wody, Nie jest tak delikatny i subtelny jakby się mogło z początku wydawać. Wręcz przeciwnie ma wiele ostrych zakończeń. A jego powierzchnia jest częściowo wyblakła od słońca.

I albo wyrzucicie go z powrotem do morza, bo nie spełnia on już waszych oczekiwań, albo zainwestujecie w niego swój czas i energię i spróbujecie go oszlifować. I tu zaczyna się czas na waszą wspólną pracę.

Ale może zdarzyć się też tak, że zatrzymacie kamień i nie podejmiecie wyzwania, żyjąc w przekonaniu, że po prostu powinno być tak jak kiedyś. Wtedy wasz kamień pozostawiony sam sobie, będzie z każdym dniem stawał się coraz bardziej wyblakły od słońca, a jego ostre krańce, smagane wiatrem będą się jeszcze bardziej zaostrzać.

Innymi słowy, zaczniecie pogłębiać się w błędnym przekonaniu, że wszystko w życiu powinno być za darmo. A miłość jest jednym z tych dóbr, które dodatkowo zadba samo o siebie. Tylko że ta droga prowadzi donikąd. Bo odjechane w kosmos oczekiwania połączone z rzeczywistością tworzą niezłą mieszankę wybuchową szukającą ujścia w waszej relacji.

Zatem jeśli już zatrzymaliście swój kamień i chcecie o niego dbać, to nie pozostaje wam nic innego jak wziąć szlifierkę w dłoń.

Ale! No właśnie, mamy tu wielkie, ALE! To, że zaczniemy go szlifować, nie oznacza, że potrafimy to robić. A zanim się tego nauczymy, możemy po drodze popełnić całą masę błędów. A co więcej nie wszystko będziemy w stanie wygładzić do satysfakcjonującego nas efektu. A niektóre naturalne niedociągnięcia będziemy musieli po prostu zaakceptować.

To samo dzieje się w związkach. Nad niektórymi rzeczami możemy próbować pracować i znajdować rozwiązania. Ale czasem istnieją takie obszary, które pozostają oporne na nasze szlify.

Wtedy musimy nauczyć się przymykania oczu na niedociągnięcia lub na obszary, które nie spełniają naszych oczekiwań.

I tak na przykład u nas. Ja jestem totalną nogą w planowaniu przestrzennym. Dlatego ładowanie zmywarki lub samochodowego bagażnika na wakacje pozostawiam Matiemu. A on już dziś, stara się nie denerwować, kiedy widzi 5 talerzy, 3 szklanki i dwa garnki ułożone każde gdzie indziej w zmywarce, sprawiając, że już nic więcej nie można do niej upchnąć.

On natomiast kuleje w obszarze przyczynowo-skutkowym. Dlatego musiałam zaakceptować fakt, że gdy myje zęby i twarz w odległości kilku centymetrów od lustra, a później schlapuje wodę z rąk gdzie popadnie, to lustro po każdym jego wyjściu z łazienki wygląda jak po niezłej ulewie. Jemu po prostu nadal ciężko jest przewidzieć, co się stanie gdy... i później zastosować odpowiednie zmiany w tej czynności. Mówię oczywiście o wszelkich domowych sprawach, bo w pracy jakoś ychodzi mu to lepiej:P

Dziś te ułomności znamy, akceptujemy i poza przypadkowymi sapnięciami staramy się już na siebie nie najeżdzać:P. Po prostu przymykamy oczy na swoje wzajemne błędy i w ciszy je po sobie poprawiamy;), Bo przecież jest cała masa innych rzeczy, które robimy dobrze;)

DOCENIANIE

Znajdowanie i wytykanie wad przychodzi nam z olbrzymią łatwością. Ale dostrzeganie tego, co nam się w drugiej osobie podoba, co zrobiła dobrze i co naprawdę doceniamy już niekoniecznie.

I tak jak już kiedyś pisałam, cycki opadły mi do kolan, kiedy po raz pierwszy usłyszałam od swojego męża, że bardzo docenia to, co robię dla domu. Doskonale zdaje sobie on sprawę, że sprzątanie, gotowanie i inne prace domowe, nie należą do mojego kręgu zainteresowań i robię je, bo ktoś po prostu musiał przejąć większość. I taką na chwilę obecną mamy taką umowę. Dlatego tym bardziej słowa te nabrały dla mnie znaczenia.

Inny przykład. Najczęstsze nasze spory kręcą się wokół dzieci. Ja ciągnę linkę w stronę bardziej demokratycznego wychowania, a Mati przeciąga swoją na stronę większej dyscypliny. I mimo tego, że oboje rozumiemy pozytywne aspekty bezstresowego wychowania, to nie zawsze mojemu mężowi to wychodzi. Z różnych względów: sposobu, w jakim on był wychowany, przekonań, jakie zgromadził przez lata, a czasem po prostu nadmiaru pracy i stresu. Dlatego tym bardziej staram się każdą jego próbę zmiany swojego podejścia do dzieci doceniać i mówić o tym, że jest to dla mnie niesamowicie ważne.

Docenianie jest niesamowicie istotnym aspektem naszego życia. Gdy zaczynamy dostrzegać, to co dobrego dzieje się wokół nas, zarówno w kontekście nas samych, jak i tego, co robią dla nas inni, zmieniamy powoli swoją perspektywę na większość spraw.

Bo gdy myślimy przez pryzmat: nie wyniósł śmieci, za długo siedział w pracy, znowu zostawił brudne skarpetki przy fotelu itd, zaciągamy na siebie i na tę drugą osobę całą masę burzowych chmur, które przyćmiewają całe słońce i wszystkie pozytywne rzeczy, które się dookoła dzieją.

Ale gdy zmieniamy myślenie i dostrzegamy nawet te najdrobniejsze pozytywne rzeczy jak to, że powitaliście się rano buziakiem, że jednak nie zapomniał dziś kupić mleka, że po pracy świetnie bawi się z dzieciakami, nad waszym domem zaczyna świecić słońce. I nawet jeśli krążą wokół niego jakieś czarne chmury bądź brudne skarpety, to są one na tyle odległe, że nie zakłócają wam one zgodnego funkcjonowania.

Dlatego, zamiast cały czas wytykać mu błędy (co zaufaj mi, na chwilę daje ulgę Tobie, ale w ogólnym rozrachunku na nikogo nie działa dobrze), spróbuj pomyśleć o tym, co ci się w nim podoba, co w nim lubisz, co robi, że sprawia, że jest Ci lżej, milej, lepiej. Doceń to, co w nim to, co dobre, bo przecież za coś musiałaś go pokochać. A im więcej takiego przekazu od Ciebie, tym większa szansa, że karma wróci.

Możecie nawet rodzinnie wykonać takie ćwiczenie przy kolacji. Spróbujcie z dziećmi nawzajem powiedzieć sobie, co w sobie doceniacie. Tak wiele spraw w codziennym życiu bierzemy za pewnik. Ale rzadko kiedy myślimy, co by było, gdyby tego nie było. Spróbujcie sobie to wyobrazić. A wtedy to zadanie powinno stać się o wiele łatwiejsze, a z waszych ust może wypłynąć wiele słów, których wcześniej nie byliście świadomi.


Dla mnie nie ma nic bardziej podbudowującego i odstresowującego, gdy zmęczona kończę gotować obiad, siadamy do stołu, a moja rodzina mówi-ale pyszne! Wtedy cały trud związany z organizacją zakupów i gotowaniem szybko znika. A ja się cieszę, że mogłam coś dla nich zrobić.

Mówienie dziękuję, nie kosztuje wiele, ale w ogólnym podsumowaniu może wnieść wiele dobrego. Zatem pomyśl, za co dziś możesz podziękować swojemu mężowi.

A jak u was wygląda małżeńska współpraca? Napisz do mnie i mi o tym opowiedz. Zawsze czekam na Twojego maila pod adresem latwiejszezyciemam@gmail.com

Gosia Hajnysz