Smartfon w życiu mamy. Zbawienie czy uzależnienie?

telefon w życiu mamy.jpg

Wiem, trochę ostatnio przepadłam. I jeśli choć trochę mnie już znasz, to wiesz, że czasem na chwilę znikam, ale co najważniejsze, zawsze wracam.

Zaczęło się od przedświątecznego resetu, w którym chłonęłam atmosferę nadchodzącego Bożego Narodzenia. Popijałam grzane wino, zwiedzałam niemieckie jarmarki i cieszyłam się czasem z najbliższymi. A zaraz po świętach oddałam się wspólnie z rodziną jogowo-wegańskiemu wyzwaniu w górach. Było bosko! Wypoczęłam, naładowałam baterie i jestem!

A wiesz, co sprawiło, że ten czas był tak piękny i wyjątkowy?



Odłożyłam telefon!



Przebąkuję Wam od czasu do czasu, że nie mam w sobie zgody na ciągłe pokazywanie się w social mediach. Mówię też o tym, jak bardzo męczy mnie, gdy staję się niewolnikiem swojego smartfona i jak mi cudownie, gdy mogę się od niego odkleić.

Przez ten cały czas, gdy nie otrzymywałaś ode mnie maili ani notyfikacji na Facebooku, rozkładałam swoją relację z telefonem i internetem na czynniki pierwsze.

Zgłębiałam sztukę budowania dobrych nawyków i próbowałam wdrożyć zaproponowane techniki w życie. Obserwowałam, jak się czuję, gdy nie poddaję się ciągłemu scrollowaniu. Jak czują się moje dzieci, gdy telefon jest z dala od nas. I w końcu, jak Ty i inne mamy reagujecie na moją nieobecność.

Nazbierałam całą masę wniosków i przemyśleń na temat tego, co telefon robi ze mną i najprawdopodobniej też i z Tobą.

Bo w dzisiejszym świecie, mało kto może powiedzieć, że problem przyklejenia do smartfona go nie dotyczy.



Nie chcę dziś skupiać się na wszystkich. Bo to dlaczego nastolatkowie, dzieci czy mężczyźni borykają się z tym problemem to temat na zupełnie inne blogi. Dziś chciałam zobrazować Ci problem telefonu w życiu mamy.

Czyli innymi słowy, jak ten kilkunastocentymetrowy kawałek plastiku może paradoksalnie przyczyniać się do tego, że żyje Ci się trudniej.

Telefon gorszy od papierosów?


Czy wiesz, że ciągłe zaglądanie do telefonu zaliczane jest już do jednego z większych uzależnień XXI wieku i dostało już swoją nazwę? 

Fonoholizm, bo o nim mowa dotyka już coraz więcej osób. W tym nas mamy, którym ciągłe przewijanie, sprawdzanie wiadomości i rozmowy telefoniczne w rzeczywistości, w której i bez tego, nasze głowy pękają w szwach, wcale dobrze nie robi.

Zresztą pytanie, komu robi?

Mija już 12 lat, od kiedy Steve Jobs po raz pierwszy zaprezentował światu pierwszego Iphona. Jakby nie było niezła rewolucja. Pytanie tylko, czy gdy podczas wielkiego wystąpienia, wpatrzona w Steve’a jak w boga widownia, zdawała sobie sprawę ze skutków ubocznych?

Bo patrząc na to, co robią z nami telefony, zastanawiam się czasem, czy za kolejne kilka lat, Jobs będzie nadal postrzegany w kategoriach wielkiego wynalazcy czy raczej tego, który przyczynił się do stworzenia jednego z największych uzależniaczy naszych czasów, których skutki trzeba będzie kiedyś intensywnie leczyć.

Bezsenność, niepokój, brak koncentracji to tylko niektóre z efektów nadmiernego korzystania z telefonu. Do tego wszystkiego dochodzi olbrzymi aspekt socjologiczny. Może nie do końca jeszcze mierzalny, ale zdecydowanie zagrażający normalnemu funkcjonowaniu człowieka.


Bo czy sądzisz, że normalnym jest, że zamiast:

  • Dać z rana mężowi buziaka, pierwsze co robisz to sprawdzasz czy nie masz żadnych nowych wiadomości?

  • Cieszyć się wypoczynkiem i wakacyjnym czasem na plaży z rodziną, Ty kminisz, co by tu wrzucić na fejsa?

  • Spędzać aktywnie czas z dziećmi w parku, Ty siedzisz na ławce i podglądasz, co tam influencerka X jadła na obiad?


Jeśli Ci się to zdarza, to spokojnie nie zamierzam wieszać na Tobie psów, bo zakładając, że sama popełniałam te błędy, byłoby to czystą hipokryzją.


Ale czy nie sądzisz, że coś tu nie gra?


Coraz więcej osób ma zdecydowany problem ze stawianiem granic temu do czego tak naprawdę powinien służyć nam telefon. I z jednej strony, jest on fanatsycznym ułatwiaczem, bo gps (serio, bez niego zgubiłabym się za pierwszym zakrętem od domu), bo szybki dostęp do wszystkiego i kontakt ad hoc z całym światem. Ale z drugiej jego wszystko wiedza sprawia, że bez niego czujemy się zagubione odcięte i niespokojne.

A czyż nie są to właśnie główne oznaki uzależnienia?


Jeśli masz wątpliwość do tego czy zaliczasz się do uzależnionych czy nie. Pomyśl, jak czułaś się, kiedy ostatnio zapomniałaś zabrać gdzieś swojego telefonu;)

Planer PHOTO FINAL.jpg

Nie masz czasu? Znajdź go w telefonie.

Pytanie za sto punktów. Jakie zdanie wypowiada każda pracująca i zajęta mama najczęściej?

Brakuje mi czasu! - Jak modne, tak przykre.



Nie chcę Cię zalewać frazesami, że masz tyle samo czasu, co Beyonce i tylko od Ciebie zależy na, co go przeznaczysz.

Ale jakby się zastanowić to jest w tym całkiem sporo prawdy.

Nie wiem, ile czasu Beyonce, Jay Z czy inny Henio, spędzają zgarbieni nad ekranem swojego smartfona. Ale wiem jedno, że jeśli zainstalujesz sobie aplikację do mierzenia czasu, jaki każdego dnia, Ty poświęcasz na gimnastykę kciuków, to ona z pewnością prawdę Ci powie.

A prawda niestety bywa bolesna. Ale jeśli chcesz udać się w podróż w poszukiwaniu zaginionego czasu, wręcz do odkrycia niezbędna.

Ja? Oj do ideału było mi zdecydowanie daleko.

Dochodziło nawet czasem do ponad 4 godzin dziennie. Sprawdzanie blogowej skrzynki mailowej, odpisywanie na Wasze wiadomości w każdym wolnym momencie. Dodawanie postów na FB, aktywność pod komentarzami. Przepisy na obiady, prywatne wiadomości, dzielenie się memami, bo śmieszne, fajne i koniecznie trzeba podać dalej. Szybkie przeskanowanie, co w świecie i u innych itd. Mogłabym tak jeszcze długo.

Co wnosiło to w moje życie?

Nic prócz CHAOSU i wiecznego braku czasu.

Bo gdy już odblokowujemy ekran, tam zawsze się coś dzieje. Zawsze trzeba komuś odpisać, zawsze ktoś wrzuci jakiś tekst wart skomentowania. I tak można by godzinami bez opamiętania. Trochę tu trochę tam i pyk 4 godzinki mijają. A ja znowu nie mam na nic czasu.

Dla mnie moje wyniki były wręcz przerażające. I praca z wykorzystaniem telefonu w godzinach pracy to jedno (choć i tak często złudna, bo od biznesowej skrzynki mailowej do prywatnych wiadomości na whats up, droga jest już niedaleka). A drugie, to telefon po pracy, gdy jesteśmy już w domu z rodziną. Bo to właśnie wtedy czas leci nieubłaganie, a to co najważniejsze, ulatuje bezpowrotnie.

Więc zanim następnym razem powiesz, że nie masz na nic czasu, poszukaj go w telefonie. Bo przecież tam, znajdziesz dosłownie WSZYSTKO;)

Na rynku jest cała masa aplikacji do mierzenia czasu spędzonego przed ekranem. Rejestruje całkowity czas, ilość odblokowań i to nad czym ślęczysz najdłużej. Jeśli czujesz, że może warto by spojrzeć prawdzie w oczy, możesz wypróbować aplikacje typu: Moments, Space czy Mute.

Odbiór, odbiór, bez odbioru….



Uzależniacz, który pożera na masę cennego czasu, to dopiero początek listy skutków ubocznych naszych ukochanych smartfonów, które udało mi się zidentyfikować. Pozwól, że przytoczę Ci moją historię z pewnego popołudnia.

Jak co dzień, wróciłam z dziećmi po szkole i przedszkolu do domu. Szykując obiad, próbowałam jeszcze jedną ręką na telefonie odpisywać na maile, które tego dnia spływały jak szalone.

Dzieciaki, co chwila – a to jedno, a to drugie – przychodziły i coś ode mnie chciały. Ja odpowiadałam zbywająco: „mhm” „tak, tak, już” i „chwileczka” i kontynuowałam klikanie po ekranie. Mijały minuty, a moje dzieci dzielnie walczyły o uwagę. A ja nie reagowałam, gapiłam się w telefon jak opętana. Aż w końcu Ignaś wykrzyczał do mnie:

Mamo, czy możesz w końcu przestać wpatrywać się w ten telefon i dać nam coś do picia?!”

Zamarłam. Odłożyłam telefon w połowie napisanego słowa, nalałam im picie i usiedliśmy do stołu.
Zrozumiałam, jak bardzo odłączyłam się od rzeczywistości. Byłam tak pochłonięta odpisywaniem na maile, że nawet nie usłyszałam, o co prosiły mnie moje dzieci przez ostatnie 10 minut.


Byłam z nimi ciałem, ale tak naprawdę mnie nie było.


Zanurzając się w wirtualny świat naszych telefonów, przestajemy widzieć to, co dzieje się dookoła. Stajemy się niedostępne, pochłonięte i totalnie nieobecne.
Bajki o podzielności uwagi możemy sobie wsadzić w kieszeń. Bo podzielność uwagi i bez telefonu podobno nie istnieje.

Uśmiałam się po pachy, gdy przyjaciółka puściła mi urywek serialu South Park, w którym reklamowany jest Budda Box, czyli pudełko Buddy, które zapewni Ci spokojny czas, sam na sam z Twoim telefonem (jeśli tego nie znasz, obejrzyj koniecznie TUTAJ)

Budda Box sprawia, że Twoje życie staje się piękniejsze, nikt ci nie przeszkadza, a Ty możesz dać się pochłonąć swojemu ekranowi w całości.

Śmieszne, prawdziwe i przeszywająco przykre zarazem.

Ale taka rzeczywistość, bo gdy odblokowujemy ekran smartfona, ciężko już o naszą uwagę, a my najchętniej zaszyłybyśmy się w jakimś ukryciu, żeby nikt nam nie przeszkadzał.

Planer PHOTO FINAL.jpg

Budda Box dla całej rodziny

Życie z telefonem w ręku… Takie czasy?

Można by w to uwierzyć, ale czy musimy się na to godzić?

Zdecydowanie nie!

A może by tak zaprojektować karton, w którym zmieściłaby się cała rodzina? Karton, w którym będziemy mogli spojrzeć sobie prosto w oczy, nawzajem się wysłuchać i pobyć ze sobą bez żadnych rozpraszaczy? Karton, do którego żaden smartfon nie będzie miał wstępu?

Ludzie potrzebują swojej wzajemnej i świadomej obecności. Wpuszczając telefon w rodzinne popołudnia, budujemy twardy, nie do przebicia mur. Nie tylko dla naszych dzieci, ale partnera czy innych bliskich również.

Weźmy na tapetę nasze dzieci. Te po całym dniu w szkole czy przedszkolu potrzebują naszej uwagi. Uwagi, o którą w natłoku wszystkich obowiązków i bez telefonu już czasem bardzo trudno. Wplatając w nasze popołudnia reagowanie na spływające notyfikacje, utrudniamy naszym dzieciom dostęp do tego, co dla nich najważniejsze. Budujemy mur. Oddalamy się. A na koniec dnia dochodzimy do wniosku, że znowu poświęciliśmy im za mało czasu.

Narzekasz na męża, że nie poświęca Ci wystarczająco uwagi, że wasze życie seksualne ostatnio jest do bani, że jesteście jakoś tak od siebie daleko? Przyjrzyj się, ile czasu, który moglibyście spędzić razem, spędzacie na swoich telefonach. Leżycie już razem w łóżku. Co robicie? Przewijacie czy wtulacie się w siebie i rozmawiacie o minionym dniu?


Pamiętam, jak koleżanka zwierzyła mi się któregoś razu, że gdy z mężem postanowili wyłączać wieczorem swoje telefony, znowu zaczęli ze sobą rozmawiać. 

”Gosia czuje się jak za czasów studiów, kiedy siedzieliśmy do późna i nigdy nie mogliśmy się nagadać” - powiedziała.


Więc zanim zaczniesz znowu przy dzieciach czy mężu grzebać w telefonie zadaj sobie pytanie, na jakich relacjach z Twoimi bliskimi Ci zależy?

Sądzisz, że przesadzam? To spróbuj zaobserwować jak Twoje dzieci się zachowują, kiedy nie masz przy sobie telefonu. Jak spędzacie wieczór z mężem, gdy telefony mają zakaz wjazdu do sypialni. I jak Ty się czujesz, kiedy zaczynasz być po prostu bardziej obecna.

Odłóż telefon i obserwuj, co się dzieje.

Ja wykonałam to ćwiczenie nie raz. I wiesz co? Widzę zdecydowaną różnicę, bo gdy ludzie wokół są obecni, wszystkim jest zdecydowanie łatwiej.

A może rzeczywiście moim kolejnym produktem w sklepie powinien być Budda Box dla całej rodziny? Co Ty na to?;)

Odłóż telefon i żyj.


Można by potraktować ten nagłówek dwojako. Bardzo, bardzo dosłownie, bo takie ostatnio pojawiły się w którymś mieście ostrzeżenia na przejściach dla pieszych. I po prostu dosłownie, bo gdy odkładamy telefony, to okazuje się, że prawdziwe życie toczy się tu, a nie tam.


Poruszę zatem obie interpretacje.


Z tym bezpieczeństwem to naprawdę nie żartuję. Coraz częściej rejestruje się wypadki spowodowane używaniem telefonów za kółkiem, przechodząc przez pasy itd. Naiwnie wierzymy w swoją podzielność uwagi, która w rzeczywistości jest totalną bujdą na resorach.

I tak jak na przykład TU możemy się pośmiać. To już TEN filmik daje nam już nieco więcej do myślenia.

I nie to, żebym ja zawsze przestrzegała zasad bezpieczeństwa. Bo sama nieraz nadużywałam telefonu w samochodzie i nie raz zostałam strąbiona na światłach, bo z nosem wścibionym w ekran trudno było mi zauważyć zmieniające się światła.

Prawda jest taka, że nasz mózg nie potrafi skupić się na czytaniu SMS-ów i prowadzeniu auta jednocześnie. Jesteśmy albo tu, albo tam. A jak nie wierzysz to polecam godzinny seans na youtube pod hasłem wypadki samochodowe z telefonem w ręku.

Także, zanim następnym razem zaczniesz scrollować ekran jedną ręką a drugą trzymać kierownicę, zastanów się, czy warto.

Odłóż telefon i żyj, ma także wymiar metafizyczny.

Bo życie z telefonem w ręku, to nie życie. To, co najważniejsze, dzieje się wokół Ciebie, a nie na ekranie smartfona. Ja wiem, że wiele z nas uważa np. ciągłe przewijanie lub uaktualnianie statusów na fejsie za czynność zupełnie niewinną, niemającą żadnego większego wpływu na nasze życie.

A jednak!

Dla przykładu-moja obecność w social media.

Pytałyście mnie kiedyś, dlaczego tak mało się pojawiam, że chciałybyście więcej zdjęć, więcej relacji. Z początku myślałam, że pisząc blog, tak trzeba. Więc zaczęłam się więcej udzielać. Co równoznaczne było, z tym że nie odrywałam się od telefonu. Bo, a to zdjęcie na facebooka, a to na instagrama, a to wiadomość pod postem, na którą należy odpisać itd. Ciągle coś.

Kończyłam pracę, jechałam po dzieci, a telefon był nadal aktywny. Zamiast skupić się na rodzinnym popołudniu, ja byłam ciągle tam. W mailach, w social mediach, zamiast w parku na huśtawkach.

I wiesz co? Robiłam to nie tylko sobie, ale i Tobie. Bo gdy ja wrzucam, Ty czytasz. Ja tracę swój cenny czas z dziećmi i Ty prawdopodobnie też.


A głosząc misję ułatwiania mamom życia, nie mogę przyczyniać się do jego utrudniania. Zarówno sobie, jak i Wam.
Bo czy moje nagrywane w czasie rzeczywistym story o tym, że właśnie jadę po dzieci, a jakiś palant zajechał mi drogę, wnosi coś do Twojego życia? Albo, że idę na rower lub gotuję właśnie ziemniaki?


No właśnie, nie wnosi nic, a jak nie wnosi, to zagłusza. Zagłusza to, na czym tak naprawdę skupić się w życiu powinniśmy.

Doskonale zdaję sobie sprawę, co dziś „niby” powinno robić się w mediach społecznościowych, żeby się pokazać i zaistnieć. Wiem, czego możecie ode mnie oczekiwać. I doskonale wiem, że nie dość, że nie robię w tym kierunku nic, to idę jeszcze pod prąd.


Ale ważniejsze jest dla mnie to, żeby szczerze mówić Wam o tym, co do ułatwienia życia jest nam rzeczywiście potrzebne niż to, żeby dostarczać Wam treści, z których nie będziecie miały żadnego pożytku.

Zatem odłóż telefon i żyj. Tu i teraz. A nie tam i to w dodatku cudzym życiem.

Jaki rodzic, takie dziecko.

Coraz częściej od mam i rodziców słyszę zdania w stylu „moje dziecko nie potrafi oderwać się od telefonu, ciągle chce grać, ciągle coś oglądać”

Uzależnienie coraz częściej dotyka też nasze dzieci. Martwimy się tym i nie raz spędza nam to sen z powiek. Moje dzieci też lgną do telefonów jak muchy do rzepów. I jak tylko widzą, że odblokowuję ekran, zaraz znajdą jakiś powód, żeby zapuścić żurawia.

Takie czasy. Elektronika jest wszędzie. I nawet jeśli ograniczasz ją w domu, to i tak dzieci znajdą do niej obejście. I jasne pewnych zmian społecznych nie zatrzymamy i nie odetniemy się w 100% od tego, co nas otacza. Ale widok rodzin siedzących w restauracji, gdzie każdy członek rodziny ma swój własny ekran i czas oczekiwania na posiłek, każdy z nich spędza inaczej, nigdy nie przestanie mnie zadziwiać.

Jasne czasem trzeba skorzystać, coś sprawdzić, komuś odpisać czy do kogoś zadzwonić. Nie popadajmy w paranoję. Też korzystam z telefonu przy dzieciach. Ale zdecydowanie staram się go ograniczać. Zazwyczaj po przyjściu do domu, odkładam telefon wysoko. Wyłączam wszystkie notyfikacje poza dzwonkiem telefonu. Bo jeśli ktoś bardzo będzie potrzebował się ze mną skontaktować-zadzwoni. A ten, co pisze, zapewne może poczekać.

Nie możemy zapominać, że dzieci kopiują nasze zachowania. Więc jeśli my nie odklejamy się od ekranów, nie oczekujmy tego od naszych dzieci. Nie jest to łatwe, ale zdecydowanie wykonalne.

Urzekło mnie ostatnio zdjęcie krążące po Internecie, w którym chłopiec siedział u mamy na kolanach w metrze i oboje czytali swoje książki. Wiem, że może sytuacja nieco wyidealizowana, ale głęboko wierzę w to, że nasze zachowania i to, co mówimy, ma olbrzymi wpływ na nasze dzieci.

Szczęka opadła mi ostatnio do podłogi podczas negocjowania warunków korzystania z komputera z naszym synem. Gdy doszło do tego, kiedy i ile może grać, on powiedział:

„ W weekend nie więcej niż po godzinie, bo przecież to czas dla rodziny”.

Nie wiem, czy było to z jego strony jedynie sprytne zagranie, czy rzeczywiście, cały ten czas, kiedy kładliśmy mu do głowy, że weekendy są po to, żeby się sobą nacieszyć, w końcu zaprocentował.

Ograniczanie elektroniki i smartfonów nie jest proste w dobie, kiedy każdy domaga się naszej ciągłej dostępności, kiedy większość dzieci żyje grami, a sam telefon to fantastyczna rozrywka i ucieczka od rzeczywistości zarazem. Ale mimo chwilowych trudności przy odpieraniu nacisku ze strony dzieci czy asertywności związanej z oczekiwaniami tych, którzy nie rozumieją, że nie zawsze musimy być dostępni, sądzę, że warto zainwestować energię w postawienie pewnych granic. Granic, które kiedyś na pewno zaprocentują.

Nie mówię tu o jakimś totalnym zakazie, bo ten jest raczej nierealny i odklejony od rzeczywistości. Ale ustalenie czasu, czy przestrzeni wolnej od elektroniki jest już jak najbardziej do zrobienia. 


U nas w domu panuje kilka zasad:

  • Odkładamy telefony po godz. 16:00 wysoko na półkę. 

  • Iguś korzysta z komputera we wspólnie ustalone dni.

  • W niedzielę-nie zaglądamy do telefonu (chyba że ktoś zadzwoni)

  • W samochodzie, gdy jedziemy w dłuższą podróż, nie zabijamy czasu ekranami (jak ostatnio poleciliście poszłam w audiobooki-sprawdzają się świetnie). 

Chciałabym powiedzieć, że nie wnosimy telefonów do sypialni, ale nad tym nadal pracujemy; )

Niestety kupiłam, jak piękne tak przeraźliwie głośne budziki. I jak do tej pory, żadne z nas nie odważyło się ich nastawić:P Telefony nadal pełnią funkcję porannych alarmów, ale nasza wieczorna z nimi relacja jest już praktycznie zerowa.

Czasem słyszę od niektórych, że walczę z wiatrakami, że to nic nie da. I w chwilach, kiedy dzieci czasem się na nas złoszczą, bo oczywiście chciałyby więcej, mam ochotę popłynąć z prądem i uwierzyć, że inaczej się nie da.

Ale, gdy chwilę później przychodzą do nas, żebyśmy coś razem zrobili, w efekcie świetnie się bawimy, a ja widzę ich uśmiechy na twarzach-odzyskuję wiarę. I wtedy wiem, że to jakiego życia chcemy ich nauczyć, rzeczywiście ma sens.

Totalne odrealnienie



I tak już na koniec mojego długiego wywodu na temat życia z telefonem w ręku, chciałabym poruszyć jeszcze jedną kwestię, która też mocno chodzi mi po głowie.

Bo sam telefon i stały dostęp do Internetu i komunikatorów to jedno, a aplikacje do mediów społecznościowych na telefonie to drugie.

Oglądanie zdjęć ślicznych dzieci, idealnie wysprzątanych domów i mam, które zawsze wyglądają olśniewająco, potrafi wciągnąć na długie minuty. Podziwiamy i z zaciekawieniem przewijamy zdjęcie po zdjęciu. A gdy w końcu odkładamy telefon, rozglądamy się dookoła i dochodzimy do nieuniknionego wniosku, że w porównaniu do innych, u nas wszystko jest do bani.

I nawet w pełni świadome tego, że Internet rządzi się innymi prawami, że wszystko obrabiane jest w photoshopie, a mama przed zrobieniem tego jedynego właściwego zdjęcia, spędza pewnie kilkanaście minut na poprawianiu make up-u, to i tak ciągle dajemy złapać się w pułapkę „inni mają lepiej”.

Gdy ostatnio z ust mojej znajomej padło: 

„Gosia, Ty zawsze tak dobrze wyglądasz i tak świetnie sobie radzisz”

… doszłam do wniosku, że ostatnie czego chcę to, to, żebyście się do mnie porównywały. A co więcej, wyciągały mylne wnioski na podstawie kilku specjalnie doszlifowanych pod bloga czy facebooka zdjęć.

Bo prawda jest taka, że każda z moich fotek to minimum godzina pracy. Musi być światło, przypudrowany nos i dobry kadr. Inaczej nie przyciąga uwagi. A teraz pomyśl, że inni mają jeszcze rzeszę specjalistów i profesjonalny sprzęt.

I wiesz co? Coraz mniej jest we mnie na to zgody.

Bo nie po to robię to, co robię, żeby kilka fotek sprawiło, że czujesz się gorzej i żeby wizja Twojego życia opierała na podstawie odrealnionego świata, jakim jest Internet w zasięgu Twojej ręki.


Jedno zdjęcie to jedynie sekunda z życia jakiejś osoby. Starannie przygotowana, dopieszczona i niekiedy wyreżyserowana.


Bo chyba nie sądzisz, że te lśniące kuchnie, nieskazitelnie białe sypialnie i rozwiane wiatrem włosy influencerek to tak 24h na dobę?;)

Dlaczego i u mnie znajdziesz też czasem takie zdjęcia? Bo najnormalniej w świecie inne nie przyciągnęłyby Twojego oka. W dodatku prawda jest taka, że lubimy to, co ładne. I w sumie nie ma nic w tym złego, tak długo, jak mamy do tego dystans.

Ale gdy nieustannie go skracamy, wplatając media społecznościowy w naszą codzienność, tym trudniej jest nam odróżnić to, co prawdziwe od tego, co wirtualne.

Dlatego dorzucanie scrollowoania mediów społecznościowych do naszego planu dnia, to jak dolewanie oliwy do ognia. To kolejny utrudniający życie czynnik, z którym musimy się jakoś zmierzyć. Pytanie tylko po co?

Dlatego, aby uniknąć totalnego odrealnienia i nie wpędzać się w niepotrzebne złe samopoczucie najlepiej ograniczyć przewijanie;) Zarówno na małym, jak i dużym ekranie;)

Chyba już skończę…

Bo mogłabym tak jeszcze długo. Temat relacji ze smartfonem jest u mnie na tapecie już od dawna. Rozkładam go na czynniki pierwsze i staram się znaleźć złoty środek na to w jaki sposób powinnam z niego korzystać.

Byłam już bliska kupienia aparatu na przyciski i rzucenia swojego Iphona w kąt. Ale strach z nieposiadania przy sobie gps’a zdecydownaie wziął górę;)

Bo może zamiast odrzucać to, co nas otacza, lepiej jest nauczyć się rozsądnie z tego korzystać?

Czuję się zdecydowanie lepiej, gdy nie nie odczuwam presji bycia w ciągłym kontakcie ze wszystkimi, relacjonowania każdego dnia i nieustannego sprawdzania, co tam w sieci piszczy. Żyje mi się przyjemniej, a co najważniejsze bardziej świadomie.

I tego będę się trzymać i całą sobą przekonywać również Ciebie , że tak jest zdecydowanie łatwiej.

To teraz tak szczerze! A jaka jest Twoja relacja ze smartfonem? Jak czujesz się, gdy go przy sobie nie masz? I czy sądzisz, że to co napisałam to totalna przesada?

Napisz do mnie na latwiejszezyciemam@gmail.com, czekam na Twojego maila:)

Gosia

Planer PHOTO FINAL.jpg
Gosia Hajnysz