Mama w pogoni za perfekcją, czyli jak nie dać się zwariować.

Perfekcyjna_pani_domu_latwiejszezyciemam.jpg

Poznałaś już Małgorzatę?

Pozwól, że Ci ją przedstawię.

Mama dwuletniego szkraba. Na co dzień pracująca w warszawskiej korporacji, pięła się sukcesywnie po szczeblach kariery. Do pracy zawsze stawiała się punktualnie, z idealnym makijażem, w ciuchach z najnowszych kolekcji, nienaganną hybrydą i twarzą tak wypoczętą, jak gdyby nigdy nie budził jej płacz dziecka w środku nocy.

Po pracy odbierała synka z przedszkola. Szpilki zamieniała na trampki i biegła z nim w podskokach na pobliski plac zabaw, aby zaczerpnąć jeszcze trochę świeżego powietrza w imię odporności, aktywności i wszystkiego co dla zdrowia malucha potrzebne.

Po wszelakich dziecięcych aktywnościach, przebierała się w dresy i zabierałą się za gotowanie bio obiadu, odkurzanie podłóg antyalergicznym odkurzaczem i pranie ubrań w ekologicznych orzechach. Wieczorem natomiast wskakiwała w seksowne ciuszki i wciąż pełna energii oddawała się przyjemnością życia.

Małgorzata w ciągu dnia zmieniała się jak kameleon.

Ze wzorowego pracownika w pełną energii mamę. Z mamy w perfekcyjną panią domu. Z perfekcyjnej pani domu w boginię seksu.

Jest jeden problem. Kameleony nie żyją za długo.

Małgorzatą z historii jestem ja. A w sumie mój wyimaginowany obraz siebie do którego kiedyś tak nieustannie dążyłam.

Chciałam jak najlepiej spełniać się w każdej swojej roli, być idealnym pracownikiem, mamą i żoną.  Do tego chciałam mieć zawsze lśniący i zadbany dom, świeży dwudaniowy obiad i ciuchy nieodbiegające od trendów. No i żeby przypadkiem nikt, nie mógł mi niczego zarzucić.

Dostosowywałam się do świata, a nie on do mnie.

Szukałam idealnej wizji siebie na zewnątrz a nie wewnątrz.

Myślałam, że przecież muszę, a nie jedynie chcę.


Dążenie do perfekcji jak z reklamy miało zaprowadzić mnie ku szczęściu i spełnieniu. A zapędzało jedynie w rosnące wyrzuty sumienia, że nie spełniam oczekiwań, nie daję rady i skoro to wszystko się nie spina, to pewnie jestem do niczego.

Często  słyszę od Was:

“Nie ogarniam”,

“W tym wszystkim, nie mam czasu dla dzieci”,

“Mój największy problem to planowanie”

Najpierw stawiamy sobie wygórowane wymagania, chcąc wywiązać się dosłownie ze wszystkiego, co sobie wymyślimy, a później zarzucamy sobie, że jesteśmy za słabe aby im sprostać.

To tak jakby skoczek ustawił sobie trzymetrową poprzeczkę, a później obwiniał się, że jest zdecydowanie za niski aby ją przeskoczyć. (światowy rekord skoku to 2,45m;))

Jak uwolnić się od perfekcjonizmu i pozwolić sobie na życie w zgodzie ze sobą?

Dziś znowu post z serii tych nieco trudniejszych, bo jak wiesz, byłabym chora, gdybym od czasu do czasu nie zaserwowała Ci porządnej dawki sposobów na to, jak ułatwiać sobie życia zaczynając po prostu od siebie. Domowo organizacyjne triki to jedno, ale prawdziwe łatwiejsze życie zaczyna się w nas samych.

No dobrze, to co niby możemy zrobić, aby porzucić nasz kobiecy perfekcjonizm i zrobić krok w stronę łatwiejszego życia?

Dziś dwa z pięciu kroków, bo jak zwykle wyszła mi niezła kobyła. A jeszcze mogłabym pisać i pisać;) Ale tym razem postanowiłam Cię oszczędzić i podzieliłam post na pół. Część druga już w przyszłym tygodniu;)


Po pierwsze: uczmy się od facetów.



A co oni niby wiedzą o perfekcjonizmie? No właśnie niewiele i trochę im tego zazdroszczę.

Oni z założenia nie muszą być idealni we wszystkim. A już na pewno doskonale rozumieją, że nie da się zrobić wszystkiego i posiąść wiedzy i umiejętności we wszystkim.

Nie twierdzę, że nie ma mężczyzn perfekcjonistów, bo na bank nie jeden się taki znajdzie.

Ale to właśnie kobiety znacznie częściej nakładają na siebie zbyt wygórowane wymagania i chęć bycia idealną na każdym polu. (Journal of Occupational and Organizational Psychology)


„Jeśli raport budżetowy jest na jutro, trawnik musi zostać nieskoszony. Kobiety ciągle starają się, by wszystko na raz szło jak w zegarku, by wszystkie talerze lśniły, wszystkie dzieci były szczęśliwe, a wszystkie ubrania czyste.” Supermenki Deborah L. Spar


Skąd się to bierze? Nie wiem. Przyczyn może być mnóstwo. Może taki właśnie przykład wyniosłyśmy z domu, za często wertujemy profile idealnych insta matek, lub po prostu nie wiedzieć czemu, za wszelką cenę chcemy udowodnić, na co nas stać. Tzw. cholera wie.

Podłoże problemu może być różne, ale jakie by ono nie było, nas interesują rozwiązania.

A rozwiązaniem numer jeden jest właśnie branie przykładu z mężczyzn, którym w znacznie mniejszym stopniu doskwiera tragiczny czasem w skutkach perfekcjonizm i robienie wszystkiego na maksa.

Upaprane lustro po holistycznym myciu zębów całej rodziny? Czytaj: milion białych kropek na całej szklanej powierzchni?

Spoko, tak długo, jak nie zamienią się one w jedną białą plamę, przez którą mężczyzna nie może sprawnie trafić maszynką do swojej facjaty, nadal nadaje się do użytkowania.

Czyż nie?

Oczywiście, tylko nam kobietom nie mieści się to w głowach.

A gdyby tak być mężczyzną jeden dzień, widzieć mniej, przejmować się mniej i po prostu wrzucić trochę na luz, to czy świat by się zawalił?

Sama przetestuj i sprawdź, co najgorszego może się stać, gdy trochę odpuścisz.

.

.

.

I co? Żyjesz? Wszyscy mają się dobrze? Troszeczkę lżej , prawda?


Co więcej, każdy facet przyzna mi rację, że w ciągu jednego popołudnia nie można ugotować obiadu, zrobić zakupów, odrobić z dziećmi lekcji, posprzątać łazienki i przygotować prezentacji na jutrzejsze spotkanie.

Doba ma tylko 24 godziny, a oni są tylko ludźmi. Oni to wiedzą, my musimy się tego uczyć.

Szkoda tylko, że tej wiedzy nie przekazują nam już w szkole podstawowej. Bo zamiast dawania wyboru tego, czego chcemy się uczyć, każą nam się uczyć zawsze wszystkiego i to najlepiej na piątkę. A później my kobiety, to na piątkę, przenosimy w dorosłe życie.

Podsumowując nie na błysk i nie pod korek, tego uczmy się od facetów, a będzie nam po prostu łatwiej.


Jeśli i Tobie doskwiera robienie na maksa i planowanie na styk, spróbuj skorzystać z Planera Mamy. Pomoże Ci on doskonale zrozumieć, na co powinnaś poświęcać swoją energię i kto wie, może okaże się pierwszym krokiem do wyleczenia Cię z perfekcjonizmu?:)

Planer PHOTO FINAL.jpg

Po drugie: płyńmy pod, a nie z prądem.


Nie, żebyś cofnęła się do młodzieńczych czasów i buntowała się przeciw wszystkiemu w imię niczego. Bardziej chodzi mi tutaj o kwestionowanie tego, co się wokół nas dzieje i zastanowienia się, czy wszystkie podsuwanie Ci pod nos opcje są na pewno dla Ciebie.

Najnowszy trend na bycie zero waste? Fajnie, ale czy aby na pewno masz na to czas?

Koleżanka ma fantastyczne rzęsy zakładane najnowszą metodą? Super, ale czy napewno Ci na tym zależy?

Zaszłyszałaś, że dzięki metodzie karmienia BLW, Twoje dziecko będzie się lepiej rozwijać? Ale czy karmiąc standardowo, naprawdę zrujnujesz mu przyszłość?

Opcji na idealny wygląd, dietę, wychowanie dzieci czy prowadzenie domu jest obecnie cała masa.


Bo przecież dziś, nie wystarczy być dobrą kochającą mamą…

Dziś mama musi być fit, eco, zero waste, blw i fashion trendy. Musi umieć planować i realizować, musi umieć zadbać o hugge w swoim domu i podsuwać dzieciom zabawki z serii Montessori. Musi oddawać się masie zabiegów upiększających, co by mąż nie stracił zainteresowania. Musi się kształcić, co by nie wypaść z obiegu… musi, musi, musi.


A ja Ci powiem, że musi to na Rusi, a w Polsce jak kto chce!


Tak długo, jak nie damy się złapać w pułapkę najnowszych trendów i chęci bycia na czasie, nasze życie pozostanie łatwe i przyjemne.

Dając się porwać nowym nurtom i pomysłom na życie, wplatamy w nasze już mocno napięte grafiki dodatkowe cele i zobowiązania. A z naszą tendencją do robienia wszystkiego na 100%, każdy kolejny podłapany niczemu nie służący trend, to jak upychanie kolejnych nowych ubrań do już niedomykającej się szafy.

Bo żeby np. przejść na wegetarianizm, trzeba poświęcić temu trochę czasu i energii. Nie twierdzę, że masz tego nie robić. Ale, zanim podekscytujesz się jakąś najnowszą modą na …, zadaj sobie szczere pytania:

  • Czy aby na pewno tego potrzebujesz?

  • Czy masz na to czas?

  • Czy jest to dla Ciebie ważne?

  • Co wniesie to do Twojego życia?

Wege jest super! Tak długo jak naprawdę tego potrzebujesz i chcesz. Ale przestaje być fajne wtedy, gdy gonisz za nim dla zasady, żeby skakać wyżej, robić lepiej i być bardziej na czasie.


Wybór mamy dziś duży. Musimy się tylko nauczyć, wybierać mądrze.


Po trzecie: Bądźmy egoistyczne

Wiem, aż proszę się o niepochlebne komentarze w stylu:

„Ta to tylko myśli o sobie”.

Ale mną się nie przejmuj, przywykłam do nich i spływają po mnie jak po kaczce. A biada temu, kto nie rozumie pojęcia zdrowego egoizmu.

Nasz rozdmuchany perfekcjonizm bierze się często z tego, że próbujemy zadowolić innych.

Szukamy potwierdzenia swojej wartości w tym, co myślą o nas inni. Szef, mąż, mama, teściowa.

Dlatego tak uparcie dążymy do spełnienia ich wyidealizowanej wizji nas samych.

Przez bycie egoistyczną mam na myśli odnalezienie tego, co dla Ciebie ważne i trzymanie się wyznaczonych przez siebie priorytetów. Pomyślenie przede wszystkim o sobie, swoich wartościach i tego, co sprawia Ci radość.

Gdy to wszystko odnajdziesz, bardzo szybko może się okazać, że już nic nikomu nie musisz udowadniać.

A Twój perfekcjonizm zacznie się powoli rozmywać.

Może bardzo przyziemny i błahy przykład. Ale odkąd zaczęłam dochodzić, dlaczego niby porządek w domu jest dla mnie tak ważny, okazało się, że mnie osobiście na nim, aż tak bardzo nie zależy.

To na czym mi zależało, to, to żeby nikt nie posądził mnie, że źle zajmuję się domem!!!

A co daje mi opinia innych na mój temat?

Jedynie ból głowy i masę stresu. Bo cokolwiek bym nie zrobiła to i tak nie mam wpływu na to, co pomyśli ktoś inny. Serio, jeśli ktoś ma Ci coś do zarzucenia, to nawet w najbardziej lśniącym domu, znajdzie kłębek kurzu.

Więc po co się wysilać i denerwować? Lepiej po prostu odpuścić i żyć po swojemu.

A żeby to zrobić, zadaj sobie pytanie, czy to wszystko, co robisz, robisz dla siebie, czy może dla innych?

To pytanie, zmienia czasem wiele!

Po czwarte: Zosia Samosia jest passe.



Sama, sama, sama i tak do wieczora od rana.

Bo inni nie zrobią tego tak dobrze, jak Ty. Bo nie chcesz nikomu robić kłopotu. Bo nie wypada. Bo są za mali, za bardzo zajęci… Bla bla bla.

A prawda jest taka, że wstydzisz się prosić o pomoc. Bo jak to, ty nie dajesz rady?


Innymi słowy, na własne życzenie utrudniasz sobie życie, bo znowu ten pieprzony perfekcjonizm.

Praca, dom, dzieci to jakby mieć trzy etaty. Nikt o zdrowych zmysłach nie podjąłby się takiego wyzwania.

Chwała feministkom za to, że wywalczyły nam możliwości rozwoju i obejmowanie zawodowych stanowisk. Szkoda tylko, że nikt oficjalnie nie uregulował domowych obowiązków.

Bo zamiast ruszyć do pracy i jak mężczyźni oddelegować resztę spraw komuś innemu, my nagminnie staramy się to wszystko pogodzić. I to nie byle jak, tylko jak zwykle na maksa.

Ale na chłopski rozum sprawę biorąc. Skoro kiedyś kobiety zajmując się domem i dziećmi już wtedy urobione były po pachy, to niby jak, wplatając w to jeszcze pracę, mają sprostać wszystkiemu same?

Prosząc mamę, babcię, teściową o pomoc. Zatrudniając kogoś do pomocy w sprzątaniu czy gotowaniu. Zamawiając obiady, zamiast je codziennie gotować, wcale nie pokazujesz, że jesteś gorsza i nie dajesz rady.

Wręcz przeciwnie wykazujesz się olbrzymią zaradnością!!!

Bo żeby skały srały, dokładając sobie kolejny etat w postaci pracy zawodowej, nie możesz sprostać wszystkiemu i pozostać przy zdrowych zmysłach.

I serio to już najwyższy czas na to, żebyśmy wszystkie to zrozumiały i nie bały się o tym otwarcie mówić.

Bo nawet mnie, która korzysta ze wszelkich możliwych ułatwiaczy od dawna i zachęca do tego Ciebie, nadal czasem ciężko jest się przyznać, że:

TAK, KORZYSTAM Z POMOCY INNYCH.


I nie dlatego, że jestem leniwa, wygodna czy księżniczkowata. Po prostu wiem, że nie da się zrobić wszystkiego samemu!

A, żeby utwierdzić się w tym, że doba ma tylko 24 godziny,

pobierz Planer Mamy i zaplanuj swój tydzień mądrze.

Planer PHOTO FINAL.jpg

Po piąte: nie wyrównuj do średniej, bądź wyjątkowa.



Czyli, innymi słowy, nie porównuj się do innych. Ani do tych idealnych wymuskanych z instagrama, które mają czas na codziennego liva, w pięknym makijażu i z dzieckiem na rękach. Ani do tych, które siedzą obok Ciebie w pracy i zawsze mają świeży obiad oraz dom pachnący czystością.

Dlaczego? Bo nigdy nie wiesz, jakim kosztem mają to, co mają.

Łatwo jest nam ocenić: ona daje sobie lepiej radę ode mnie, ona ma więcej czasu, bo pomaga jej opiekunka, ona ma więcej pieniędzy, to na bank jest jej łatwiej.

Ale już rzadko zagłębiamy się w to, co się za tym kryje.


Może i na pierwszy rzut oka, koleżanka daje sobie lepiej radę, ale skąd wiesz, że nie zarywa nocy, aby odhaczyć wszystkie zadania?

Może i pomaga jej opiekunka, ale może, żeby na nią zarobić, pracuje po godzinach?

Może i ma więcej pieniędzy, ale za mąż to siedzi codziennie do późna w biurze i nie uczestniczy w życiu rodzinnym?



Zanim powiesz sobie, że jesteś gorsza, zastanów się chwilę czy warto? Czy cały ten proces myślowy pogrążający Cię w wyrzutach sumienia nie jest o kant tyłka?

Lepiej skup się na sobie i poszukaj tego, co jest dla Ciebie najważniejsze. Bo trawa jest zawsze bardziej zielona po drugiej stronie płotu.

A cała sztuka polega na tym, żeby i u Ciebie pięknie zakwitła. Ale tak długo, jak będziesz zaglądać przez płot i wzdychać z utęsknieniem, tak długo nie poświęcisz całej swojej uwagi swojemu kawałkowi ziemi.

Idealne nie istnieje, nawet jeśli się nam, takim się z boku wydaje. Więc przestań dążyć do czegoś, czego nie ma. Skup się na sobie i pielęgnuj to, co w Tobie i Twoim życiu wyjątkowe.

Łooo matko mówiłam, że wyszła mi kobyła. A co gorsze, mam wrażenie, że mogłabym jeszcze pisać i pisać.


Temat perfekcjonizmu na bank nie został jeszcze zamknięty. Tym bardziej, że dostałam od Was masę maili w tym temacie. Ale w międzyczasie, jeśli jeszcze do mnie nie napisałaś, daj znać, jak jest z tym perfekcjonizmem u Ciebie?

Na jakim etapie jesteś?

a) Totalnego perfekcjonizmu?

b) Leczę się i widzę postępy?;)

c) Chcę coś zmienić, ale mi nie wychodzi?

d) Perfekcjonizm mnie nie dotyczy?

Czekam na Twojego maila, jak zwykle pod adresem latwiejszezyciemam@gmail.com

Ściskam,

Gosia

Planer PHOTO FINAL.jpg
Gosia Hajnysz