3 powody przez które, mamy utrudniają sobie życie

mama utrudnia sobie zycie latwiejszezyciemam.jpg

 

Gdy zadałam pytanie na naszym fanpagu, czy chcecie poznać 5 powodów dla, których utrudniamy sobie życie, jedna z Was napisała, że zna ich pewnie z 15. Ale z miłą chęcią pozna te, z których może jeszcze nie zdawała sobie sprawy.

Co tu dużo mówić, jesteśmy mistrzyniami w utrudnianiu sobie życia. A ta wypowiedź jest na to potwierdzeniem.

Prasowanie wszystkiego, co wypierzemy, gotowanie 2 rodzajów obiadów, bo każdy, lubi coś innego, nieumiejętność wygospodarowania czasu dla siebie, rozwożenie dzieci po zajęciach dodatkowych 7 razy w tygodniu, to tylko zarys bardzooo długiej listy rzeczy, które zdecydowanie tego życia nam nie ułatwiają.

Drobnych, codziennych obszarów, w których zdecydowanie sobie utrudniamy, jest cała masa. Ale dziś nie chcę skupiać się na tych rutynowych czynnościach przez które nasze życie wygląda tak, a nie inaczej. Bo te, to jedynie efekt tego, co dzieje się głębiej.

Dlatego dziś odrywamy się nieco od codzienności i przenosimy się do źródła problemu. A to leży najczęściej w nas samych.

Poznaj dziś trzy, zamiast pięciu powodów, przez które utrudniamy sobie życie. Dlaczego wyszło mniej? Bo w trakcie pisania uświadomiłam sobie, że wystarczyło, żebym zmieniła jedynie te trzy obszary, aby moje życie stało się łatwiejsze. Reszta to były już tylko efekty uboczne.

Tylko uprzedzam, tekst wyszedł mi dość długi i osobisty, a w dodatku trochę popłynęłam. Tym razem nie jest to poradnik w stylu jak planować posiłki, żeby żyło się łatwiej. Dziś musisz otworzyć umysł i przygotować się na grubszą rozkmnikę;)

 

 

Po pierwsze: Nie mamy czasu pomyśleć.

 


Nie zapomnę tych dni, w których życie przelatywało mi przez palce, a ja dzień w dzień padałam na twarz. Odprowadzałam Ignasia do przedszkola, szłam do pracy, później zajęcia dodatkowe, gotowanie, pranie, sprzątanie i tak dzień w dzień. Byle do weekendu, żeby choć odrobinę się zregenerować. Ale nie za bardzo, bo sobota i niedziela też po brzegi wypełnione były obowiązkami.

Mechanicznie i automatycznie, tak chyba określiłabym życie dzisiejszej zapracowanej mamy, ale też większości współczesnych ludzi.

Wpadamy w wir codzienności, w której trzeba dużo i szybko. Wciąż próbujemy za czymś nadążyć i ciągle nadrabiamy jakieś zaległości. Czasu na głębsze przemyślenia zazwyczaj brak.

Pytanie tylko, czy skoro, tak żyje większość, to czy, Ty też tak musisz?

Przełomowym momentem, w którym moje życie zaczęło stawać się łatwiejsze, nie był, jakby się mogło wydawać, zakup samo jeżdżącego odkurzacza, który cichaczem sprząta mi całe mieszkanie (choć nie ukrywam, że nie zamieniłabym go na nic innego).

Ale moment, w którym zaczęłam zadawać sobie pytania, podważać to, co mnie otacza i zastanawiać się, czy to, wszystko wokół jest na pewno ok.



Często skupiamy się na tym „CO” dzieje się w naszym życiu i za tym podążamy, nie zadając sobie pytania „DLACZEGO” tak się dzieje.

Zamiast pytać „Dlaczego jestem wciąż zmęczona?” myślimy „Jestem wciąż zmęczona”
Zamiast pytać „Dlaczego tak szybko się denerwuję?” myślimy „Jestem nerwowa”
Zamiast pytać „Dlaczego wciąż nie mam na nic czasu?” myślimy „Nie mam na nic czasu”

Innymi słowy, myślimy w kategoriach problemu, a nie rozwiązania.

Gdy zaczęłam podważać swój status quo i rozkładać swoje zmęczenie, niezadowolenie i brak czasu na czynniki pierwsze, zadając sobie pytanie „DLACZEGO”, odpowiedzi zaczęły przychodzić same.

„Dlaczego jestem wciąż zmęczona? - bo za dużo pracuję, sprzątam i gotuję.
”Dlaczego tak szybko się denerwuję?” - bo za mało śpię i brak mi cierpliwości.
”Dlaczego wciąż nie mam na nic czasu?” - bo zdecydowanie mam za dużo na głowie.

Odpowiadając na pytanie “Dlaczego moje życie jest takie trudne?” Nie myśl o mężu i o tym, że się nie angażuje, o dzieciach, które są wymagające i o tym, że mamy takie, a nie inne czasy. Zastanów się, co w Twoich zachowaniach sprawia, że sytuacja wygląda, tak, a nie inaczej.

Gdy już poznasz przyczynę, połowa sukcesu za Tobą i przychodzi czas na pytanie “Jak mogę to zmienić?”

Może i zabrzmi to, jak coachingowy bełkot a Ty na słowa „ jedyną osobą, na którą masz wpływ, jesteś Ty sama” możesz mieć alergię. Ale bez względu na Twoją reakcję, w tych słowach jest nawet więcej niż ziarenko prawdy.

Zrozumienie tego przychodziło mi dość ciężko. Bo przecież łatwiej jest zrzucić wszystko na pracującego po godzinach męża i wydzierać się na niego przez telefon, niż wykonać krok i zastanowić się, co ja mogę zmienić.

Może i łatwiej, ale bez żadnego większego, a tym bardziej długotrwałego efektu.

Byłam zmęczona-przestałam siedzieć w pracy po godzinach, codziennie odkurzać i stresować się górą prasowania.

Nie miałam cierpliwości do dzieci, bo chodziłam niewyspana- zaczęłam kłaść się wcześniej do łóżka.

Miałam za dużo na głowie-zredukowałam liczbę narzuconych sobie obowiązków.

I tak krok po kroku, moje życie stawało się łatwiejsze. Nie zadziało się to z dnia na dzień, ale pierwszy ruch, który wykonałam, to wyrwałam się z codziennego pędu, usiadłam i przemyślałam “dlaczego”.
 

Wszystko rozpoczyna się od myśli. Myśli prowadzą do uczuć. Uczucia prowadzą do działań. Działania prowadzą do rezultatów.
— John Beck
latwiejsze zycie mamy .jpg


Może i na pierwszy rzut banalne. Ale serio, jeśli coś w Twoim życiu nie gra, pogadaj ze sobą, zadaj sobie parę pytań i drąż tak długo, aż sama znajdziesz odpowiedzi.

 

Po drugie: Nie znamy się.

 

Nie, w sensie, że, ja Ciebie, czy Ty mnie. Chodzi mi o to, że my same siebie często nie znamy.

Inspiracją do poruszenia tego punktu, była moja znajoma z szalonych pomaturalnych czasów, z którą spotkałam się ostatnio po 14 latach.

Gdzieś między zdaniami padło z jej ust zdanie, że my kobiety określamy się często rolami, jakie przyszło nam odgrywać. Określamy się jako matki, żony, pracownicy firm, ale nie do końca potrafimy określić, kim tak naprawdę jesteśmy, czego pragniemy i jakie są nasze marzenia.

Kiedyś nie zaglądałam w głąb siebie ani nie pytałam siebie, czego pragnę od życia. Po prostu działałam, a ogólnie przyjęte normy społeczne traktowałam jak moje własne.

 

  • Pracowałam dużo i pięłam się po awanse, bo inni tak robili.

 

  • Chciałam mieć duży dom pod Warszawą, bo inni chcieli.

 

  • Prowadzałam dzieci na szereg zajęć dodatkowych, bo inni prowadzali.


Byłam, chciałam i robiłam to, co robili inni. W większości zupełnie nieświadome, po prostu płynęłam z nurtem.

Ale gdy weszłam na ścieżkę zadawania sobie pytań, zaczęłam odkrywać, że życie, które wiodłam, jest dalekie od tego, czego tak naprawdę cenię i potrzebuję.

Okazało się, że:

  • Kariera i awanse, nie są mi potrzebne, aby czuć się spełniona w życiu zawodowy

  • Przeprowadzka tak i owszem, ale moim prawdziwym marzeniem jest mieszkać tam, gdzie ciągle świeci słońce.

  • A bardziej niż na tym, żeby moje dzieci były we wszystkim najlepsze, zależy mi, żeby były szczęśliwe.


Te odkrycia, były dla mnie na miarę Kolumba. Odkryłam, że świat, w którym żyję, nie jest jedyny, a co więcej przestaje być mój.

Zaczęłam poznawać siebie i rozumieć, co tak naprawdę jest dla mnie ważne. Dzięki temu odeszła mi masa spraw, które utrudniały mi życie.

Od tych zupełnie przyziemnych, jak stres związany z potencjalnym kredytem na dom, którego okazało się, zupełnie nie potrzebuję. Poprzez te ambicjonalne, związane z prestiżem stanowiska czy świetnymi wynikami w nauce moich dzieci. Do tych związanych z własnym ego i udowadnianiu całemu światu, na co mnie stać i porównywaniu się do innych.

Spróbuj zadać sobie pytanie „Czego tak naprawdę oczekujesz od życia?” Skonfrontuj czy to, co masz, w jakiej jesteś obecnie sytuacji i jakie życie wiedziesz, jest tym, czego naprawdę pragniesz. I czy to, kim jesteś teraz, jest na pewno tym, kim chcesz być.

 

„Poznanie siebie jest początkiem wiedzy”
— Arystoteles

Poznając siebie, staniesz się pewniejsza swoich decyzji, przestaniesz się porównywać i zarzucać sobie, że robisz niewystarczająco. Znasz siebie, swoją wartość i według tego żyjesz nie zważając na to, jakie normy społeczne i wymagania są Ci narzucane. 

 

Po trzecie: Nie doceniamy.

 


Jak często zdarza Ci się pomyśleć, „gdy będę mieć x, y, z to już na pewno będę szczęśliwa?

A jak często „Jestem wdzięczna za to, co mam”?

Ja przez długie lata byłam tam, gdzie mnie jeszcze nie było. Czyli cały czas goniłam za tym, czego jeszcze nie mam. A jak już to miałam, zapominałam, jak bardzo tego chciałam i rzucałam się w pościg za następnym.

Tak często zdarza nam się brać za pewnik to, co już mamy, zapominając o tym, jaką ma to dla nas wartość.

Doszłam do tego, czego pragnę i wprowadziłam wszystkie, jakby się wydawało, potrzebne zmiany w swoim życiu, ale nadal coś ciągle nie grało. Doszukiwałam się błedu w swoich decyzjach i ciągle czułam się niespełniona. Do momentu, w którym zrozumiałam, że brakującym ogniwem jest wdzięczność.

Wdzięczność za to, co już mam.

Wypisałam na kartce wszystko za co jestem wdzięczna.

  • Mam wspaniałego,wyrozumiałego i kochającego męża

  • Dzielimy ze sobą wspólne pasje i marzenia

  • Mam cudowne i zdrowe dzieci

  • Pracę, o której zawsze marzyłam

  • Czas na to, co dla mnie ważne

  • Zdrowie, aby uprawiać sporty, które kocham...


Lista była dość długa. Nagle wszystko, co wydawało się chlebem powszednim, nabrało wartości. Mogłam spojrzeć na długą listę i uświadomić sobie, że tak naprawdę mam wystarczająco.

Nie twierdzę, że wraz z wdzięcznością odchodzą wszystkie problemy dnia codziennego.

One po prostu przybierają inne, jaśniejsze światło. Docenianie tego, co mamy pomaga nam przetrwać cięższe chwile i nie wpadać w spiralę pogrążenia.

Od dłuższego już czasu, staram się codziennie z samego rana wypisywać 3 rzeczy, za które jestem wdzięczna. Ten nawyk pomaga mi wchodzić w dzień z pozytywnym nastawieniem
i nie doszukiwać się dziury w całym. To on sprawia, że żyje mi się lżej. 

Też spróbuj. Nawet teraz, weź kartkę i spisz wszystko, za co dziękujesz. I obserwuj, jak zmienia to Twój dzień. Słowa spisane nabierają mocy. 

W codziennym życiu wyraźnie widać, że to nie szczęście czyni nas wdzięcznymi, lecz wdzięczność – szczęśliwymi
— David Steindl-Rast


Ufff dotrwałaś do końca?

Domyślam się, że nie było łatwo, a Tobie może się wydawać, że nieco mnie poniosło. 

Ale tak szczerze, gdybym miała dać Ci swoją receptę na to, jak ułatwić sobie życie, to właśnie powyższe punkty stanowiłyby główne składniki, które musisz wrzucić do gara lżejszego życia. 

Poznawanie siebie, szukanie odpowiedzi w nas samych i wdzięczność to obszary, które stanowią most między trudniejszym a łatwiejszym życiem. Nie tylko mamy, ale sądzę, że każdego człowieka. 

A Ty na jakim etapie jesteś? Czy już zmieniasz swoje życie na łatwiejsze? A może potrzebujesz wsparcia? 

Napisz do mnie na latwiejszezyciemam@gmail.com i podziel się swoimi przemyśleniami. Jestem i czekam na Twojego maila.  

 

MAIN POSTGosia Hajnysz