Czym zająć dziecko w podróży? 5 rodzico-ułatwiaczy;)

Czeka Cię długa podróż z dzieckiem w naziemnym lub powietrznym pudełku z ograniczoną przestrzenią i brakiem możliwości ucieczki?

Na samą myśl już jesteś zmęczona i najchętniej zapłaciłabyś zbożem za teleportację?

Zastanawiasz się jak ułatwić sobie życie i efektyenie zająć czymś dziecko w podrózy?

Tak wiem, podróże z dziećmi nie należą do najłatwiejszych. I choć Internety serwują nam masę tęczowych wizji na temat podróżowania z szarańczą, to większość z nas doskonale wie, z czym to się je.

“ Mamo, daleko jeszcze”
“ Za ile będziemy”
“ Nudzi mi się”

Albo w młodszym wydaniu foch, szloch i przystanek, co 15 minut.

I jeśli będziesz miała tyle szczęścia i dzieciaki po prostu prześpią albo nie masz nic przeciwko gapieniu się w ekran przez 5 godzin, to masz problem z głowy. W innym przypadku warto pomyśleć o umilaczach, ułatwiaczach i wszelakich dziecio-zajmowaczach w podróży. Innymi słowy rodzico ułatwiaczach, które pomogą Wam wszystkim przetrwać podróż.

 

SKRZYNECZKA PEŁNA NIESPODZIANEK

 

 

Hicior naszych zeszłorocznych wakacji. Skrzyneczka to nic innego jak pudełeczko, plecaczek czy woreczek pełen niespodzianek dla dziecka, których wcześniej nie widziało.

Nie musisz wydawać na to fortuny. Cały myk polega na efekcie zaskoczenia i fascynacji przez pierwsze… (no miejmy nadzieję jak najdłużej).

Dziecko dostaje taką skrzyneczkę tuż przed odlotem tudzież wyjazdem, zachłystuje się (w przenośni oczywiście) nowościami. Otwiera, dopytuje, japka mu się szczerzy. Stan trwa przez pierwsze 20 minut. Potem gdy uda się nam się szczęśliwie dobrać niespodzianki, jest szansa, że zajmie się czymś dłużej niż kolejne 20 minut.

Jakby nie było mamy już 40 minut spokoju;)

Dodatkowo do woreczka niespodzianek możemy dorzucić kilka łakoci, to powinno zakleić buźki na kolejne 10. Następnie jakieś ogarnięcie papierów, folii i bałaganu i godzinka pęknie.

Nasze zeszłoroczne zestawy wyglądały tak:

 

JULKA 16 MIESIĘCY

 Write here…

Write here…

IGNAŚ 6 LAT

1G0A9856.jpg

 

We wszystko zaapatrzyłam się w sklepie Tiger-skarbnicy pierdułek wszelakich. Kupisz tam dosłownie wszystko, i to w rozsądnej cenie. Dodatkowo mnogość różnych gadżetów, może Cię nieźle zainspirować. Obkupisz tam dziecko niemalże w każdym wieku. W zeszły roku przygotowałam tam zestawy dla rocznika i sześciolatka. W tym roku dla dwulatki i siedmolatka.

 

GRY I ZABAWY SŁOWNE



Te są z nami od zawsze. Dzieciaki pokochały je do takiego stopnia, że Ignaś nawet w 20 minutowej drodze do dziadków potrafi rzucić “zagramy w skojarzenia?”.  W takich momentach, żałujemy swoich pomysłów, bo kurka blaszka, ileż można?:P

Ale tak serio. Wiem, że tutaj trzeba się nieco wysilić, pomyśleć i zaangażować. Ale gdy już przełamiecie swojego lenia i wrzucicie na luz, gra się toczy, wy, bawicie się świetnie, a czas po prostu płynie;)

Nasze ulubione zabawy to:

SKOJARZENIA
NA OSTATNIĄ LITERĘ
ZGADYWANKI
NAZYWANIE CHMUR
TWORZENIE HISTORII
CO ROBI HAUUU (w wersji dla najmłodszych)

Zresztą interenty są pełne różnych podpowiedzi. Kilka znajdziesz również tutaj i tutaj. 

W przypadku rodzeństwa może się okazać, że jedno jest za małe lub za duże na daną zabawę. Czyli, innymi słowy, macie rozstrzał wiekowy, z którym nie wiadomo, co zrobić i komu poświęcić uwagę.

Grajcie wtedy wymiennie. Raz grajcie z młodszym, raz ze starszym.

W przypadku dzieci mniejszych pamiętaj, że one się wcale nie nudzą. Wręcz przeciwnie uczą się i doświadczają. Bo nie ma dla nich lepszej i bardziej edukacyjnej zabawy jak obserwowanie Was.

W przypadku dzieci starszych angażuj je w zabawę na nieco niższym poziomie. Zbuduje to fantastyczną i mocną relację między dzieciakami.

 

 

 

KORZYSTAJ Z ZAPLECZA INNYCH PASAŻERÓW

 



Jeśli lecicie samolotem, jedziecie autokarem lub pociągiem, a Wasze dzieciaki należą do tych otwartych, pozwólcie im zawierać znajomości. I to nie tylko z dziećmi, ale też i z dorosłymi.

Nasz Ixon należy do tych, co przełamują lody w ciągu 20 sekund. Więc, gdy podróżujemy w większym skupisku ludzi, często okazuje się, że znika nam już po kilkunastu minutach. Zagaduje, przesiada się, poznaje kumpli.
Jula potrzebuje zdecydowanie więcej czasu na ocieplenie relacji, ale fantastycznie uczy się od brata.

Nie obawiajcie się tego, co ludzie pomyślą. Że nie pilnujecie swoich dzieci, że nie umiecie się nimi zająć i dlatego szukają towarzystwa. Niektóre dzieci po prostu tego potrzebują.

Jeśli natomiast Wasze pociechy nie do końca czują ten klimat. To może warto taki bliższy kontakt z innymi dziećmi zainicjować samemu. Poszukujcie pasażerów z dziećmi w podobnym wieku, zagadajcie i otwórzcie się.

A nóż widelec może dzieciaki zatrybią i nawet nie zauważycie, kiedy minie Wam podróż. Może i Wy poznacie ludzi, z którymi nawiążecie fajną relację. Pamiętajcie, nie ma co, traktować siebie i życia zbyt poważnie;)

 

 

PRZESIADKI

 


W przypadku, gdy jedziecie większą grupą znajomych i oni również jadą z dziećmi, zamieniajcie się nimi. W sensie dziećmi.

Róbcie roszady w różnych konfiguracjach. Czy to w samochodzie, samolocie czy autokarze.

Dla dzieci to nie lada atrakcja. Inny fotel w samolocie, inny samochód, bliżej okna, inne zabawy, inny kierowca, inna perspektywa. Nowe jest fajne.

Dla dzieci to niezły fun, a dla rodziców chwila oddechu od własnych pociech. 

Nawet jeśli dosiądą się do nas dzieci znajomych, to jest duża szansa, że zarówno one, jak i my będziemy trzymać lepszy fason.

Może się okazać, że wystarczy zamiana, a dzieciaki przestaną np. marudzić: „daleko jeszcze”, a Wy odzyskacie potracone w trakcie podróży humory;)

Jeśli osobowa opcja zamiany, z jakichś powodów nie wchodzi w grę. Spróbujcie wymianę zabawkami, gadżetami, książeczkami itp. Tak by zająć dzieci na, jak najdłużej. Byle do przodu bez większych utrudnień.

 

 

No i na końcu TABLET

 



Doskonale rozumiem pokusę dania dziecku na podróż tabletu. Odpalasz grę lub bajkę, a Ty możesz zająć się własnymi sprawami, po prostu skupić na drodze lub zrelaksować. Cud, miód i orzeszki.

Nie zrozum mnie źle. Nie neguję, bo sami korzystamy, fundując sobie tym chwilę spokoju.

Dawać czy nie? Każdy robi, co chce, jak chce i ile chce.

Niepodwarzalnie jest to rodzicielski ułatwiacz nr 1. Bo dajesz, a efekt jest natychmiastowy. I żaden z podanych wyżej sposobów nie może konkurować z jego skutecznością w ułatwianiu sobie życia.

Ale jeśli znasz mnie choć trochę, to doskonale wiesz, jakie mam do tego podejście. Dla sprostowania mogę jedynie powiedzieć, że u nas, jak dotąd każda nawet 20-godzinna podróż autem do Włoch odbywała się bez elektroniki.

Czy utrudniłam sobie dla odmiany życie? Nie wiem. Może rzeczywiście byłoby łatwiej, ale wspomnienia, dobra zabawa i więź, którą budujemy podczas takich podróży, jest nie do ocenienia.

Tak jak mówiłam, decyzja należy do Ciebie. Jedyne, co mogę dodać, to to, że najważniejszy jest tu zdrowy rozsądek. A czy dla Ciebie kończy się on po godzinie, 2 czy 5, to już zostawiam Tobie.

 

Ściskam i niech moc będzie z Tobą podczas podróży;)

 

Planer PHOTO FINAL.jpg
Gosia Hajnysz