Jak mieć łatwiejsze życie z dziećmi?

Łatwiejsze Życie z Dziećmi latwiejszezyciemam.jpg

Ostatnio tak mocno skupiłam się na pisaniu o ogólnopojętej domowej organizacji, że fakt, że przecież to dzieci są czasem tym największym życiowym utrudniaczem zupełnie mi jakoś uleciał.

Przecierasz oczy ze zdumienia, bo nie spodziewałaś się, że mogę być aż tak okrutną matką, żeby coś takiego napisać?

Spokojnie chyba nie jest ze mną tak źle, a przynajmniej tak mi się wydaje;)

Ale sama przyznaj, że nie ważne jak dobrze sobie wszystko poukładasz, zorganizujesz i dopieścisz, to czasem wystarczy:

Jeden poranek, w którym Twoje dziecko odmawia współpracy,
jeden bunt, że ono przecież teraz to spać nie zamierza czy też,
jedna awantura o ponownie wywleczone zabawki na środek salonu,

żeby szlag jasny trafił Ciebie i wszystkie Twoje idealne plany.

Tak samo, jak obowiązki domowe nie istnieją w próżni i nie można naiwnie ich planować, nie zważając na to jak wygląda nasz dzień. Tak samo:

Twoje łatwiejsze życie nie jest oderwane od rzeczywistości, a jedną z jego najważniejszych składowych są właśnie dzieci.

Bo to jak się rozumiecie, rozwiązujecie konflikty, planujecie i angażujecie się w życie domowe, wpływa na całokształt zarówno Twojego życia, jak i całej Twojej rodziny.

Od razu podkreślam, nie jestem ani psychologiem, ani pedagogiem, a wychowanie moich dzieci to jedno z największych wyzwań, z jakim przyszło mi się mierzyć. Nie zamierzam Ci tutaj narzucać żadnych z tych dzisiejszych modnych stylów na bycie idealnym rodzicem.

To o czym dzisiaj mówię, to sposoby na to, aby życie z naszymi dziećmi było po prostu łatwiejsze. Tak abyśmy nie musiały się ciągle denerwować i tracić energii tam, gdzie można tego uniknąć.

Samodzielne dzieci-pozwól im próbować


Czy zdarzyło Ci się kiedyś, że zamiast pozwolić dziecku samemu założyć kurtkę, robiłaś to za niego, bo miało być po prostu szybciej?

Albo zamiast pozwolić mu wprowadzić łyżeczkę kaszki manny do swojej jamy ustnej, Ty przejęłaś zadanie, mówiąc: daj, bo się ubrudzisz?

Czy może nie pozwoliłaś mu kiedyś posmarować kanapki masłem, w obawie, że zatnie się trzymanym w ręku nożem?

Mnie zdarzyło się to nie raz, a robiłam to głównie w obawie przed konsekwencjami. Konsekwencjami, że Iguś się skaleczy, gdzieś się spóźnimy, lub pozwalając kaszce mannej spaść na bluzeczkę, dołożę sobie dodatkowych obowiązków.

I jest to jak najbardziej naturalna reakcja większości rodziców. Tylko często nie myślimy o tym, że dziecko najefektywniej uczy się właśnie przez swoje doświadczenie, a zatrzymując ten proces hamujemy rozwój jego samodzielności. (Więcej znajdziesz tutaj)


”Kiedy przyjrzymy się dokładnie naturalnemu rozwojowi, możemy go opisać również jako stopniowe osiąganie coraz większej niezależności” - Chłonny umysł.

Co więcej, wyręczanie dzieci to jedynie rozwiązanie tymczasowe. Bo gdy te, zaczynają dorastać, role się odwracają.

My chcielibyśmy, aby zaczynały się usamodzielniać, ale u nich chęci już nie te.


Okres, kiedy nasze dzieci są małe i chcą wszystko robić same, w perspektywie całego życia, nie trwa za długo. Natomiast okres, kiedy to my zaczynamy wymagać, jest zdecydowanie dłuższy.

Doskonale wiem, że czasem pozwalanie dzieciom na samodzielność to nie lada wyzwanie. Bo sytuacje, gdy maluch usilnie sam próbuje założyć skarpety, sam zjeść kanapkę lub umyć zęby, a Ty spieszysz się do pracy, nie są łatwe.

Ale jeśli zrobisz prosty rachunek matematyczny i zrozumiesz, że zainwestowany dziś czas, energia i cierpliwość, zwrócą Ci się kiedyś podwójnie, łatwiej będzie Ci dokonać tego poświęcenia.

Samodzielność twojego dziecka nie dość, że jest potrzebna do jego prawidłowego rozwoju to jeszcze zdecydowania ułatwia życie. W przyszłości, bo starsze samodzielne dzieci to skarb nieoceniony. Ale i dziś, gdy one bawiąc się w dorosłość, mają z tego niezłą frajdę a Tobie odejmują, choć odrobinę obowiązków.

  • Samodzielne zakładanie kurtki, gdy Ty w pośpiechu szukasz rano kluczy.

  • Samodzielne jedzenie śniadania, gdy i Ty musisz swoje zjeść, a czasu nie macie za wiele czy

  • samodzielne zapalenie światła w łazience, gdy Twoje ręce umorusane są w obiadowej mące.

Może niewiele, ale zawsze coś. A z czasem to wszystko procentuje.

Dla nas zdecydowana nieoceniona wartość z samodzielności naszych dzieci, płynie w weekendowe poranki. Gdy z mężem mamy wielką ochotę chwile poleniuchować, a nasze poranne ptaszki o świcie domagają się śniadania. Zamiast wywlekać nas z łóżka, zabierają się za nie same. Szykują sobie kanapki, sałatki owocowe czy musli z mlekiem, a my tym sposobem mamy jeszcze chwilę dla siebie. Wszystko dzieje się przy użyciu tępych noży, z których mogą korzystać. A wszystkie potrzebne im produkty są poukładane w ich zasięgu.

Zapewniam Cię, nasze życie jest wtedy zdecydowanie łatwiejsze;)

Domowe obowiązki-angażuj i wspieraj

Dużo ostatnio pisałam o obowiązkach domowych w kontekście nas mam i naszych nierzadko “beznadziejnych” mężów czy partnerów, którzy niekoniecznie mają ochotę się angażować. (więcej tutaj)

A co z dziećmi?

Z obowiązkami domowymi jest podobnie jak z samodzielnością, a wręcz można by rzec, że te dwie sprawy mocno się przeplatają.

Jest wiek, w którym dzieci bardzo chętnie uczestniczą w zamiataniu, wrzucaniu prania do pralki czy zmywaniu. I taki, w którym nasze dzieci pozostają głuche na nasze prośby o posprzątanie pokoju.

I niestety, znowu ten okres w którym, my rodzice musimy strzępić sobie język, bo dzieci mają wybiórczy problem ze słuchem, jest zdecydowanie dłuższy niż ten w którym, same garną się, żeby w czymś nam pomóc.


I tak samo, jak z samodzielnością, inwestowanie w zaangażowanie dzieci w obowiązki domowe wymaga od nas pewnej pracy i przemyślenia tematu.



Ale pamiętaj, że spontaniczne reakcje, typu: skoro nie mogę się doprosić, żeby coś zrobił, zrobię to za niego, mogą Cię w przyszłości sporo kosztować.

Bo wyobraź sobie, że za pięć czy dziesięć lat będziesz, tak samo, jak dziś, wyręczać swojego dziecko w ścieleniu łóżka, sprzątaniu pokoju i podnoszeniu po nim brudnych ubrań. Z tą różnicą, że dziś są jeszcze małe i jakoś to przełykasz. 

Ale z czasem ich brak zaangażowania, zacznie być dla Ciebie coraz bardziej frustrujący, a potencjalna zmiana podejścia może nie być już taka łatwa.


I żeby nie zaprzepaścić tego wczesno-dziecięcego zapału i zaangażowania w obowiązki domowe, należy je z wiekiem na różne sposoby pielęgnować i wspierać.

Jednym z moich sposobów, z jednej strony na wspieranie samodzielności, a z drugiej na angażowanie dzieci w domowe obowiązki jest zabawa z Rutynkiem.

Stworzyłam go, gdy zaangażowanie Igusia zaczęło mocno spadać, a dodatkowo mocno wpływać na codzienną organizację całej rodziny.

Co Ty jeszcze robisz? Umyłeś już zęby? Posprzątałeś pokój? Przecież miałeś się ubrać. Przez Ciebie znowu się spóźnimy itd. Podsuwając dziecku Rutynka, zamieniłam nudnę w dobrą zabawę. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej:

Zdjęcie czynnoòci 2.jpg


A o innych sposobach na angażowanie dzieci w obowiązki już wkrótce.

Puść kontrolę

Tak samo, jak możesz odpuścić pewne relacje, które Ci nie służą czy negatywne emocje, które skumulowały się w Tobie przez cały dzień, tak samo możesz odpuścić domowy perfekcjonizm czy właśnie rozluzować odrobinę rodzicielskiej kontroli.

A tę to my rodzice, przecież mieć uwielbiamy. Bo to właśnie ona daje nam poczucie, że nasze dzieci są zaopiekowane, a my dobrze wypełniamy swój rodzicielski obowiązek.

Trzymamy pieczę nad tym, ile jedzą, czy odrabiają prace domowe i czy bawią się tak, żeby przypadkiem czegoś nie zmajstrowały.

I dla przykładu, kiedyś mocno nadzorowałam zabawę dzieci, żeby przypadkiem za bardzo nie pobrudziły siebie i całego swojego otoczenia. Traciłam parę na powstrzymywanie rzekomych katastrof, ale zabawy rzadko kończyły się wymarzonym przeze mnie happy endem.I tak trzeba było wyprać i posprzątać. Dziś nie ingeruję, nie stresuję i pozwalam zdecydowanie na więcej. Dzięki temu mogę czasem w spokoju wypić kawę, gdy one świetnie się bawią.

Podobnie sprawa się miała z jedzeniem. Ciągłe wyczekiwanie przy stole, aż moje dzieci przemielą swoje kanapki i ciągłe upominanie o kolejnego gryza wysysały ze mnie energię i wprowadzały w niemały stres.
Dziś nie chcą jeść, to nie. Wychodzę, z założenia, że przyjdą, jak zgłodnieją albo zachce im się słodyczy;) Nie spinam się i nie denerwuję, po prostu puszczam kontrolę i pozwalam im przetestować, jakie to uczucie, kiedy burczy im w brzuchach;)

Prace domowe? Na początku bardzo się przejmowałam, ale z końcem pierwszej klasy zdecydowanie odpuściłam. Bo czy to ja chodzę do szkoły, czy moje dziecko? To ja poniosę konsekwencje czy moje dziecko? Oczywiście mogę a nawet powinnam je w tym wspierać, ale przecież nie przytrzymam kolanem i na siłę nie zmuszę.

Nie możemy kontrolować każdego aspektu życia naszych dzieci, a tym bardziej czuć się odpowiedzialne za każde ich zachowanie. Z trzech bardzo prostych względów:

Po pierwsze: powstrzymaniem ich zabaw w obawie przed bałaganem podcinamy ich kreatywność. Tu mogłabym dopuścić do głosu mojego męża, bo kreatywność to jego temat numer 1;)

Po drugie: chroniąc ich przed każdą niemiłą konsekwencją ich zachowań jak bolącym głodnym brzuszkiem czy niezadowoloną matematyczką odbieramy im możliwość uczenia się życia. I tego, że każde działanie ma swoje następstwa.

Po trzecie i w kontekście tego artykułu najważniejsze: sprawując ciągłą kontrolę i dbając o każdy szczegół życia naszych dzieci, po prostu utrudniamy sobie życie.

  • Pozbawiamy się chwili spokoju, gdy one stawiają namiot z wszystkiego, co jest pod ręką lub eksperymentując w kuchni, sprawdzają, co stanie się, gdy zmieszasz mąkę, cukier, ryż i trochę ziemniaków.

  • Dokładamy sobie całą masę często niepotrzebnych stresów, bo często diabeł nie taki straszny jak go malują. A niezjedzony w porę obiad, może być skonsumowany po prostu chwilę później.

  • No i ten czas i energia, którą wkładamy w kontrolę!

To co? Wdech, wydech i puszczamy?:)

WAŻNE: Powyższe to tylko moje przykłady. Odpuść to, co możesz i to co, uważasz za stosowne. Każda z nas ma inną sytuację i inne priorytety. 

Wyznacz granice

Dopiero co, kazałam Ci odpuścić, a teraz każę wyznaczać granice? Czy wszystko ze mną jest na pewno ok?

Równowaga w przyrodzie musi być;)

Gdyby tak odpuścić dzieciom wszystko i hulaj dusza, piekła nie ma, to pewnie szybko byśmy się zorientowali, że nie do końca wychodzi to nam na dobre.

Wiem, że dzisiaj dużo mówi się o tym, żeby dawać dzieciom wolność i swobodę. Czyli zupełnie inaczej niż było to kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu. I do pewnego stopnia absolutnie się z tym zgadzam. Ale w pewnym momencie następuje we mnie opór. Opór związany z moim JA i moją osobistą przestrzenią.

Żebyś nie zrozumiała mnie źle, chciałabym zapoznać Cię z teorią myślenia rodzinnego, o której przeczytałam kiedyś w książce “Język Rodziny” i muszę powiedzieć, że niesamowicie ona do mnie przemawia.


Myślenia rodzinne, to takie, które obejmuje dobro każdego członka rodziny, a nie jedynie dzieci. Tutaj każdy członek rodziny szanuje potrzeby innych i wie, że jest integralną częścią wspierającej się całości. Dzieci są bardzo ważne, ale rodzice niemniej.



Rodzicielstwo to jedna z najtrudniejszych ról, jakie przyszło nam w życiu pełnić.
Rola, która nierzadko wymaga naszego olbrzymiego zaangażowania. Rola, która pochłania nam 90% naszego czasu i rola, od których każdy z nas czasem potrzebuje odpocząć.

A żeby móc na chwilę odetchnąć, zregenerować siły i najzwyczajniej w świecie odpocząć, czasem potrzebne są do tego granice.

Jak wygląda to u nas?

W naszym domu niemalże wszystko odbywa się wspólnie, spędzamy ze sobą bardzo dużo czasu, razem jemy, gotujemy, czytamy czy gramy w planszówki. Na co dzień bardzo dużo naszej uwagi poświęcamy swoim dzieciom.

Ale też bardzo mocno dbamy o czas na nasz odpoczynek.

Pora chodzenia naszych dzieci spać jest w miarę stała i następuje raczej nie później niż o godz. 21:00. Pilnujemy jej, bo to jedyny czas w ciągu dnia, kiedy możemy zostać z mężem sam na sam, porozmawiać o minionym dniu czy pozwolić sobie na odrobinę intymności.

Jak też pewnie się już domyślasz, nasze dzieci śpią w swoim pokoju, bo gdyby było inaczej, powyższe nie miałoby racji bytu. Bez względu na panujące dzisiaj trendy, spanie z dziećmi w jednym łóżku, w pewien sposób nie wchodzi u nas w grę.

Po pierwsze: gdy takowa wspólna nocka się przydarza, bo nocne wędrowniki cały czas próbują;), mój mąż wstaje kompletnie niewyspany.

Po drugie: dwuosobowe łóżko, jak sama nazwa wskazuje, jest dla dwóch, a nie czterech osób. Dlatego nasze już nie za młode kości, dają nam rano wyraźnie znać, że nie przeczytaliśmy dobrze instrukcji.

A po trzecie: czas i miejsce na bliskość zanika.

I jeśli jesteś mamą, której kładzenie dzieci spać w osobnym pokoju w głowie się nie mieści, to ja absolutnie to szanuję. Każdy ma prawo sam decydować, czy wyznacza granice, czy nie. Jedyne pytanie, które chciałabym, żebyś sobie zadała to takie czy jako członek wspólnoty, jaką jest rodzina, jesteś wystarczająco w tym wszystkim zadbana i czy Twoje potrzeby są uszanowane.


Tak samo, jak w punkcie o puszczaniu kontroli tak i tu, obszary, w których chcesz wyznaczyć granice, zależą od Ciebie. Nie musi być to spanie, może być to święty czas mamy na kawę. Najważniejsze jest to, żeby rodzinna równowaga została zachowana, a potrzeby wszystkich zaspokojone. W końcu jesteście rodziną, a myślenie rodzinne powinno być Waszym priorytetem.

Życie z dziećmi to ciągłe balansowanie…

… ciągłe dostosowywanie się do nowych sytuacji i upewnianie się, czy na pewno robimy ok. Bo coś, co wydaje się nam dziś właściwe, jutro już może takim nie być.

Nie mamy wykształcenia pedagogicznego i nie wiem, jaki styl wychowania jest najwłaściwszy dla naszych dzieci. I często zastanawiam się czy sami pedagodzy to wiedzą.

Ale to, co ja Małgorzata od Łatwiejsze Życie Mam wiem to to, że

  • Nasze dzisiejsze zachowania w stylu: zrobię to za nią, będzie szybciej, prędzej czy później mogą odbić się nas czkawką.

  • Nadmierna kontrola i często niepotrzebne idące za tym stresy, robią nam nierzadko pod górkę

  • I że wszystkie teorie na wychowanie powinniśmy rozpatrywać nie tylko pod kątem dzieci, ale też i siebie.

Podsumowując: pamiętaj, że zawsze powinnaś wybierać to, co jest dobre dla całej Waszej rodziny i to, co i w przyszłości będzie miało znaczenie.


A Ty jak ułatwiasz sobie życie ze swoimi dziećmi?

Niezmiennie czekam na Twoją wiadomość pod adresem latwiejszezyciemam@gmail.com Czekam z niecierpliwością:)

Planer PHOTO FINAL.jpg



Gosia Hajnysz