Jak pogodzić obowiązki domowe z życiem zawodowym?

sprzatanie-fb2.jpg

Często, zanim jeszcze przysiądę do pisania posta, lubię poszperać sobie w internetach, i poczytać, co tam inni, na dany temat, mają ciekawego do powiedzenia. Czasem odnajduję nowe, fajne spojrzenie na sprawę, a czasem po prostu cycki opadają mi do kolan.

I tak pod hasłem, jak godzić obowiązki domowe z pracą zawodową na jednym forum czytam:

Można pogodzić pracę zawodową i porządki domowe. Jest to konieczne, bo chyba każdy chce wracać do czystego domu lub mieszkania. Sprzątać należy systematycznie, przynajmniej raz w tygodniu. Najlepiej myć naczynia od razu po posiłkach. Kuchnia powinna być zawsze czysta. Należy dbać o sypialnię małżeńską-świeża pościel raz na dwa tygodnie. Firany raz na trzy miesiące... Śmieci wynosi Pan domu. Jeżeli jest dobra organizacja, to można to wszystko pogodzić.

Gdy tak siedziałam i czytałam, a mój biust opadał coraz niżej w kierunku podłogi, zaczęłam się mocno zastanawiać, czy aby na pewno jestem odpowiednią osobą do rozpisywania się na temat obowiązków domowych.

Siedzę i pisze tego posta, a w kuchni zlew pełen naczyń (bo poranną energię wolę wykorzystać na pisanie niż na zmywanie), w sypialni łóżko pościelone, ale z tą zmianą co dwa tygodnie, to chyba mi się trochę obsunęło, a śmieci-no cóż, Pan znowu zapomniał.

Obecnie, poza zerwanymi ramiączkami od stanika, takie słowa nie robią na mnie absolutnie żadnego wrażenia. Bo ani nie zamierzam wdrażać czegoś takiego w życie, ani się porównywać, a tym bardziej podziwiać pani, która to wszystko napisała.

No dobrze, ale co w takim razie osoba taka jak ja, która w kwestii czystości własnego domu ma wiele za uszami, może Ci mądrego powiedzieć na temat koordynacji obowiązków domowych z pracą?

Oto jest pytanie;)

Nie można mieć wszystkiego



Zjeść ciastko i mieć ciastko-no po prostu się nie da. I zapewne wszystkie dobrze o tym wiemy, ale z praktyką bywa już nieco gorzej.

Marzy mi się popołudnie, gdy wracam z dzieciakami do domu, otwieram drzwi, a światło z lśniącej podłogi zmusza nas do przymrużenia oczu, powiew świeżości rozwiewa nasze włosy, a zapach sprawia, że czujemy się jak na łące pełnej kwiatów.

Ujęcie rodem z reklamy płynu do płukania tkanin. A jak wygląda rzeczywistość?


Same pewnie wiecie. Porozrzucane zabawki, po śniadaniowy armagedon, piaskownica w przedpokoju, zachlapane lustra itd.

Czy coś z tym robię? Dzisiaj już nieszczególnie. Takie widoki raczej przyjmuję ze spokojem i każę im na siebie poczekać;). Bo wiem, że aby uzyskać efekt jak z reklamy, musiałbym mieć pełnoetatową pomoc domową lub całkowicie zrezygnować ze swojego snu.

Czy już kiedyś wspominałam Ci o tym, że:

  • Życie to sztuka wyboru?

  • Doba ma tylko 24 godziny?

  • Zawsze coś dzieje się kosztem czegoś?

Aby Twój dom witał Cię czystością musisz:

  • Podjąć decyzję, że jest to dla Ciebie wyjątkowo ważne.

  • Znaleźć na to czas.

  • A przede wszystkim zrezygnować z czegoś innego, czemu mogłabyś poświęcić wtedy swoją uwagę.

Twój wysprzątany dom nie istnieje w próżni. Decydując się na taki, a nie inny stan rzeczy, zawsze rezygnujesz z czegoś innego. Odpoczynku, chwili spokoju, czasu z dziećmi czy chociażby rozmowy ze swoim partnerem.

Pracujesz i bez względu na to, czy robisz to, bo zmusza Cię do tego sytuacja, czy dlatego, że po prostu chcesz rozwijać się zawodowo, to padł tu jakiś wybór. Decyzja o tym, że zamiast na pełen etat zajmować się domem, pracujesz.

Wskazujesz na bramkę numer 1, a 2 i 3 pozostają poza Twoim zasięgiem.

Wybór zawsze wiąże się, z tym, że decydujemy się na jedno, a rezygnujemy z drugiego.

Dlatego im szybciej sobie to uświadomimy, tym łatwiej będzie nam się w tym wszystkim odnaleźć, będziemy pewniejsze swoich wyborów, a co najważniejsze będziemy bardziej dla siebie wyrozumiałe i przestaniemy mieć ciągłe wyrzuty sumienia.

Więc, gdy zdarza Ci się frustrować, że znowu Wasz dom pochłonął bałagan, przypomnij sobie moje słowa, że w życiu nie można mieć wszystkiego.

A Ty wybrałaś to, co dla Ciebie lub dla Was z różnych powodów jest najwłaściwsze. I to właśnie jest Twoje najrozsądniejsze i najmądrzejsze wyjście z sytuacji.

Czyli co? Masz zupełnie odpuścić sprzątanie? No, nie do końca-czytaj dalej.

obowiązki domowe a lejek

Znasz to uczucie, gdy wracasz do domu, otwierasz drzwi i gdzie byś się nie obejrzała, widzisz co rusz kolejne miejsca wołające natychmiastowego wysprzątania?

Tu pranie do złożenia, podłoga do umycia, kurz w salonie pod parapetem, buty w przedpokoju do ułożenia, zatłuszczona kuchenka, zachlapany zlew, brudne okna i mogłabym tak, aż do tej końca strony, albo jeszcze dalej. Wiesz, o czym mówię?

Kiedyś przez to uczucie nie mogłam spokojnie usiąść na tyłku.

Dziś jest inaczej, bo dziś siedzi mi się całkiem wygodnie. I to nie dlatego, że z wiekiem zaczyna padać mi na wzrok i po prostu nie widzę, co dzieje się w moim domu. Ale dlatego, że nauczyłam się przepuszczać wszystkie domowe obowiązki przez lejek.

Chodź, pokaże Ci, o co come on!

Wyobraź sobie taki zwykły kuchenny lejek.


Weźmy na tapetę cztery rzeczy, które obecnie nas prześladują jak np. odkurzanie, mycie okien, porządki w szafie, sprzątanie kuchni po kolacji. Włóżmy je do naszego lejka i przeprowadźmy je przez następującą drogę.


KROK PIERWSZY-ELIMINACJA

W naszym lejku - to ta najszersza jego część.


Zastanówmy się, czy wszystkie z powyższych czynności są niezbędne. Jakie są dla nas konsekwencje ich niewykonania i czy rzeczywiście zrezygnowanie z nich na najbliższy czas jakoś szczególnie wpłynie na nasze codzienne życie.

Poniżej będę dla przykładu opisywała swoje rozumiane danych czynności. Ty możesz mieć zupełnie inne.

ODKURZANIE-konsekwencją nieodkurzania będzie dla mnie brudna i zakurzona podłoga. Dzieciaki częściej przyjmują na niej pozycję poziomą aniżeli pionową. Nie muszę odkurzać codziennie, ale też nie do końca mogę pozwolić sobie na zupełne zrezygnowanie z tej czynności.

MYCIE OKIEN-mieszkamy w centrum miasta, a okna brudzą się w zastraszającym tempie. Już w dwa dni po ich umyciu nie widać szczególnej różnicy sprzed i po. Jasne myć je trzeba, bo inaczej nic nie będziemy przez nie widzieć, ale nie za często, bo to dla mnie strata czasu i energii.

PORZĄDKI W SZAFIE-przeżyję, nie sprzątałam w niej od kilku dobrych miesięcy więc i kolejne kilka wytrzymam. to zdecydowanie nie jest zadanie na teraz.

SPRZĄTANIE KUCHNI-niestety jest to czynność, która wymaga codziennej powtarzalności. Z kuchni korzystamy codziennie, a bałagan w niej robi się natychmiastowo. Jeśli nie posprzątamy jej wieczorem, rano nie będziemy mieli gdzie przygotować śniadania.

WNIOSKI-z czterech powyższych czynności, trzy okazały się mniej lub bardziej konieczne. Jedną, czyli sprzątanie w szafie, można na jakiś czas wyeliminować z listy.

Idziemy dalej.


KROK DRUGI-AUTOMATYZACJA

Przechodzimy na środek lejka.


Które z powyższych czynności możesz zautomatyzować, czyli innymi słowy, w jaki sposób możemy sprawić, że będą robiły się w miarę możliwości same, bez naszego większego zaangażowania.

ODKURZANIE-jak najbardziej! Na rynku dostępne są najróżniejsze roboty sprzątające. Osobiście posiadam dwa. Jeden jeździ i odkurza, drugi myje. Zdecydowanie zdobyły one status członków naszej rodziny. Bezgraniczna miłość.

MYCIE OKIEN-można pewnie zaopatrzyć się w jakieś specjalne przyrządy, które przyspieszą całą czynność. Ale niezmiennym pozostaje fakt, że nie znoszę tego robić i nie do końca mnie to urządza.

SPRZĄTANIE KUCHNI-niestety jeszcze nic w tym temacie nie wymyślono. Ale jeśli tak się stanie, to wynalazcę, na bank okrzykniemy cudotwórcą.

WNIOSKI-z powyższych trzech czynności, jedną możemy zautomatyzować. Pozostają nam jeszcze dwie. Lecimy dalej.



KROK TRZECI-DELEGOWANIE


Wąska końcówka lejka.


Które z powyższych czynności możemy przekazać komuś innemu? Mężowi, dzieciom, pani do sprzątania, która od czasu do czasu Was odwiedzi?

MYCIE OKIEN-oddam za darmo:P A tak serio, to nie pamiętam, kiedy ostatnio myłam okna. Co pół roku proszę o to męża, a gdy on z jakiegoś powodu nie może się tego podjąć, dzwonimy do Pani Krysi, która zawsze w takich momentach przychodzi nam z pomocą.

SPRZĄTANIE KUCHNI-praca codzienna. Możemy się nią z mężem dzielić, ale nie pozbędziemy się jej na stałe. Wymagałoby to od nas zatrudnienia pełnoetatowej pomocy domowej, a to niestety nie jest możliwe.

I tu kończy się droga naszego lejka. Z czterech frustrujących i prześladujących nas zadań, zostało nam jedno, które wymaga naszej codziennej uwagi. Inne mogą poczekać lub wymagają od nas niewiele.



Pamiętaj, zanim powiesz, że robot jest za drogi, mąż nie pomaga, a pani do sprzątania jest poza naszym zasięgiem -posprawdzaj różne opcje. Bo automatyczny mop do podłogi może kosztować Cię poniżej 200 zł, opcja na raty, też jest wyjściem. Mąż z konkretnymi wskazówkami może spisać się lepiej, niż myślisz. A pani do pomocy raz na jakiś czas wcale nie musi kosztować majątku.

Przeprowadzenie każdej domowej czynności przez lejek, sprawia, że zyskujemy szerszą perspektywę na to, co tak naprawdę musimy zrobić, a czego możemy się pozbyć i co i jak zautomatyzować lub oddelegować.

Olbrzymią zaletą lejka jest to, że przestajemy bez zastanowienia łapać się każdego napotkanego na drodze zadania, a zaczynamy szukać rozwiązań i codziennych ułatwień. A te już każda z Was musi sama dopasować do swojej sytuacji.


Wrzuć mycie podłogi w kalendarz



Gdy już przeprowadzimy domowe obowiązki przez lejek i zostają nam na tapecie te, które niestety nie odpadły, pozostaje nam je dobrze rozplanować.

Ale nie mówię tu o planowaniu, które zaproponowała nam autorka powyższej wypowiedzi. Wszystko pod linijkę, w określonych odstępach czasowych i na szóstkę z plusem.
Bo wyznaczając sobie taki ścisły obowiązek np. zmiany pościeli, co drugi piątek, nakładamy na siebie olbrzymią presję. A ta daje nam o sobie znać, gdy z jakiegoś powodu nie udaje się nam czegoś wykonać.

I znowu nie trzymam się planu, znowu mam bałagan, znowu nie wyrabiam.

Takie myśli towarzyszą nam, gdy planujemy w oderwaniu od własnej rzeczywistości. Zadręczają nas, pogarszają nam humor i wpędzają w wyrzuty sumienia.

A więc o jakim planowaniu obowiązków mówię?

Po pierwsze, rozsądnym, czyli takim, w którym w pierwszej kolejności dbamy o swoje kamienie i skały, czyli czas dla siebie, dzieci, męża, ważne spotkania itd. A dopiero później piasek, czyli w tym wypadku wszelakie domowe obowiązki. Więcej przeczytasz o tym w Planerze.

Planer PHOTO FINAL.jpg

Po drugie, realistycznym, czyli takim gdzie obowiązki domowe dopasowujemy do naszej rzeczywistości, a nie rzeczywistość do obowiązków. Czyli musimy się zastanowić się, jak tak naprawdę wygląda nasz dzień, ile czasu poświęcamy na pracę, ile czasu jesteśmy w domu i ile czasu potrzebujemy, aby coś w nim zrobić.

Po trzecie, elastycznym, bo życie zabieganej mamy to ciągła sinusoida. Nigdy do końca nie wiemy, co czeka nas jutro. Dla przykładu wczoraj byłam pewna, że moja córka będzie miała bostonkę. Zdążyłam na nowo zorganizować cały tydzień, zarówno pod kątem pracy, jak i domu. A dziś, po wirusócwe, ani widu, ani słychu. Krostki się wchłonęły, a ja wracam na poprzednie tory.

Rozpisanie obowiązków domowych na kilka najbliższe dni, bez względu na to, jak często w ciągu tygodnia taki plan zmieniany:

  • Daje poczucie wewnętrznego spokoju. Rozpisując sobie drobne sprzątanie w ciągu całego tygodnia, widzisz, że nawet jeśli już najwyższy czas na ogarnięcie toalety, to jej czas jest np. dopiero jutro.

  • Sprawia, że nie chwytasz się ad hoc za coś, co właśnie w tym momencie wydaje Ci się najistotniejsze w świecie, a w rzeczywistości takim nie jest.

  • I co najważniejsze pomaga Ci się skupić na najważniejszych sprawach i daje Ci przyzwolenie na to, że nie musisz mieć wszystkiego.

Pamiętaj planowanie jest dobre, ale trzeba podejść do niego z dystansem i odrobiną luzu. Inaczej może zdziałać więcej szkód, aniżeli w czymkolwiek nam pomóc.

Jeśli oczekiwałaś po tym poście, że zaserwuję Ci porady w stylu: łazienkę sprzątaj w piątek, a obiady gotuj wieczorami, kup termomixa, to możliwe, że mocno Cię zawiodłam.

Kiedyś próbowałam opracować uniwersalny system godzenia pracy z domem. Ale z czasem zrozumiałam, że takowy po prostu nie istnieje. Bo każda z nas ma inną sytuację życiową, inne dzieci, innych mężów i różne potrzeby.

Jeśli coś jest dla każdego, to jest do niczego, czy jakoś tak. 

Najważniejsze jest to, żeby pamiętać, że trzeba trochę czasem odpuścić, rozsądnie wszystko zaplanować i poszukać najwłaściwszych dla siebie rozwiązań.

Bo to Ty jesteś jedyną osobą, która wie, co w Twoim przypadku sprawdzi się najlepiej.

Daj mi koniecznie znać, czy ten artykuł był dla Ciebie wartościowy. Pisz też, jeśli masz jakieś pytania i wątpliwości. Jak zwykle czekam na Twojego maila pod adresem latwiejszezyciemam@gmail.com

Planer PHOTO FINAL.jpg
Gosia Hajnysz